<?xml version="1.0" encoding="ISO-8859-2"?>
<rss version="2.0">
  <channel>
    <title>ona bloxuje...</title>
    <link>http://rozmawiamy.blox.pl/html</link>
    <description>on i ona rozmawiają</description>
    <lastBuildDate>Sat, 28 Apr 2012 08:04:43 +0200</lastBuildDate>
    <item>
      <title>styliści wizerunku</title>
      <link>http://rozmawiamy.blox.pl/2012/04/stylisci-wizerunku.html</link>
      <description>&lt;br /&gt;jakis czas temu z moim bratem nabijaliśmy się z osobistych stylistów. przypadkiem w necie wleźliśmy na strone jakiegoś stylisty, a potem po sznurku byli już sami personal szoperzy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;personal szoper to taki specjalista, co to idzie z tobą do sklepu, wydaje twoje pieniądze i za wydawanie tych pieniędzy sam bierze pieniądze. godzina personal szopingu kosztuje minimum stówe, a jedna sesja to minimum trzy godziny - personal szoper jak już wychodzi z domu to po coś, a nie po nic&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dla masochistów jest też usługa pt szafa, która polega na tym, że stylista ogląda wszystkie nasze łachy i na końcu wydaje dwa wyroki. na prawo leżą ciuchy jak cie moge, na lewo śmietnik. oczywiście wynik przeglądu ciuchów jest odpowiednio ubrany w słowa - klient ma sie na końcu cieszyć perspektywą zakupu wreszcie odpowiedniej garderoby (w towarzystwie personal szopera, ma sie rozumieć)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;koszt skompletowania podstawowej szafy to bagatela dwa tysiaki. bez butów i dodatków! jeden dodatek potrafi czasem kosztować tyle, co pół szafy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;tuż po dokładnym obśmianiu tematu z bratem, dostałam służbowego maila z zaproszeniem na szkolenie. i jakież było moje zdziwienie kiedy (już na szkoleniu, bo szczegółów nie doczytywałam) okazało się, ze prowadząca jest osobistą stylistką i personal szoperką! szkolenie miało dotyczyć dres kodu w byznesie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;najpierw obejrzeliśmy udane i nieudane stylizacje celebrytów (kojarzyłam tylko michel obamę i scarlet johansson). pani stylistka długo rozwodziła sie nad stylem polskich celebrytów, który osobiście mam bardzo głęboko w bardzo ciemnym miejscu, wymieniała jakieś nazwiska gwiazd z seriali, opowiadała gdzie je widziała tj w jakiej galerii czy knajpie w warszawce i opisywała ich bajeczne stylizacje. ziew&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;potem nadeszła najciekawsza część - konsultacje indywidualne. przebierałam nogami z ciekawości. uwaga: jestem typem wiosna/lato (cokolwiek to znaczy :D mam (tutaj chyba pani stylistka liczyła na szybkie i łatwe zdobycie klienta!) no więc mam 'śliczną twarz która mnie ubiera' (ledwo przez klawiaturę mi to przeszło...), pasują mi wszystkie kolory - przykładała mi w okolice twarzy różnokolorowe szmaty  spoglądając okiem eksperta...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;powiem tak - konsultacja była naprawdę miła. jak to moja kumpela określiła - tylu komplementów przez całe życie nie słyszała co podczas tych dziesięciu minut. może czasem warto zapłacić parę stów żeby ego w kosmos poleciało na kilka godzin&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;z trendowych njusów:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;kolor czarny wyszedł dawno z mody. w byznesie nadaje sie wyłącznie na wieczory bowiem w świetle dziennym fatalnie komponuje się z ciałem/twarzą. postarza bardzo. ach&lt;br /&gt;ponadto kolor czarny zarezerwowany jest na pogrzeby i dla personelu obsługującego w restauracjach, hotelach itp...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;niestety, nie mam lepszych wieści dla koloru brązowego. kolor brązowy to kolor biedoty! brązowy garnitur jest ponoć szczytem wiochy*. pani stylistka co prawda ubrała ten brązowy garnitur pięknie w słowa ale chodziło dokładnie o to&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;jeśli piastujesz wysokie stanowisko to rejbenki musisz mieć ponieważ na początku każdego bardzo ważnego spotkania (sikałam, bo pani mowiła to bardzo poważnie) jego uczestnicy przez kilka sekund 'lustrują dodatki' współuczestników. oceniają pewnie czy ta sama półka, śledzą najnowsze trendy dodatków, słowem pławią się w dolczegabanach&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;każda uczestniczka szkolenia dostała spis masthewów tj. niezbędnych łachów w szafie - z tabelką do zaznaczenia 'mam' i 'dokupię' oraz coś niezbędnego do portfela: karteczkę z typem posiadanej figury i ciuchami, na które należy polować. taka mała biblia. masthewami są obecnie: torebka kopertówka i ołówkowa spódnica&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;poniżej moja sylwetka... ta pani jest naprawdę cholernie miła&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img border="0" alt="" src="http://rozmawiamy.blox.pl/resource/sylwetka.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;po drugiej stronie jest lista zakupów. w końcu z niej pewnie skorzystam. nie wiem tylko czy panie na targu gdzie po te ciuchy pójdę będą miały ochotę wysypywać cały towar ze swoich badziewiar, bo jakaś paniusia szuka spodni cygaretek albo asymetrycznie wiązanego kardiganu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* słowo wiocha zostało użyte w znaczeniu potocznym, gdyż jako mentalny rolnik uwielbiam klimaty wiochy. ostatnio zakupiłam nawet obornik bydlęcy, podlinkuję tutaj jak tylko opiszę moją przygodę z tymże obornikiem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;</description>
      <author>anulina@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://rozmawiamy.blox.pl/2012/04/stylisci-wizerunku.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://rozmawiamy.blox.pl/2012/04/stylisci-wizerunku.html</guid>
      <pubDate>Sat, 28 Apr 2012 08:04:43 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>oczytanie</title>
      <link>http://rozmawiamy.blox.pl/2008/11/oczytanie.html</link>
      <description>&lt;br /&gt;'czytelnia' to hasło na które zawsze sie uśmiechamy i wspominamy stare dobre czasy. dawno, dawno temu kiedy byliśmy jeszcze bardzo młodzi i piękni zaczęliśmy sobie uprawiać bardzo miłe schadzki. były one tajemnicze i podówczas mocno nielegalne ;) on mieszkał wtedy w mieszkaniu studenckim ze swoimi kumplami z grupy i oni oczywiście bardzo dobrze znali plan zajęć. ja mieszkałam na drugim końcu Poznania. żeby nasza tajemnicza schadzka doszła do skutku musiało być spełnionych kilka warunków. na przykład mogliśmy sie spotkać tylko z samego rana. on więc wstawał skoro świt i w mrozie czekał na autobus 91. zdziwionym kumplom mówił, że jedzie... na czytelnie. był tak pilnym studentem, że raz nawet czekał ponad godzine w mrozie minus 20 żeby tylko dojechać do czytelni!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wieczorem. w czasach obecnych&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;on: jutro z samego rana musze zajechać do ZUS-u. a potem jeszcze na czytelnie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ja: (za bardzo go nie słuchałam zajęta poszukiwaniem moich tabletek na nadciśnienie. bezmyślnie użyłam tylko funkcji fatycznej) mhm&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;on: halo! słyszysz mnie? na czytelnie jutro jade&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ja: co to, to nie! teraz kochanie to masz biblioteke. w domu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;on: książki w domowej bibliotece troche mi sie oczytały, ale cały czas są bardzo interesujące. niestety ta domowa biblioteka jest ostatnio za często zamknięta. a czytać muszę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;</description>
      <author>anulina@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://rozmawiamy.blox.pl/2008/11/oczytanie.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://rozmawiamy.blox.pl/2008/11/oczytanie.html</guid>
      <pubDate>Thu, 13 Nov 2008 19:55:05 +0100</pubDate>
    </item>
  </channel>
</rss>


