RSS
wtorek, 06 kwietnia 2010

staliśmy tak pół kroku od siebie. pytanie fruwało w wiosennym powietrzu, rozciapierzone dźwięki. co on właściwie powiedział? czy ja dobrze zrozumiałam? dlaczego nie skupiłam sie na tych słowach tylko jak zwykle bujałam gdzieś w obłokach? ania czy zostaniesz moją żoną? a może aniaczy zostanie szmoj ążoną? a może ania czy zostaniesz zamrożoną? słowa lubią robić różne niespodzianki i psikusy. dzieci zawsze mówiąc modlitwę są przekonane, że 'módl się za nami grzecznymi' ja nawet mówiłam 'muld sie za nami grzecznymi'. a może mam cos z uszami? nie mogę sie przyznać, bo to dyskwalifikuje mnie jako przyszłą żonę... musze mieć wszystko na swoim miejscu, ładne nerki i zdrową śledzionę. moje flaki są ślicznie poukładane, równiutko, bez zarzutu. no jakże by to było, gdybym tak na pierwsze 'podaj kapcie' mojego nowiutkiego męża zareagowała pakowaniem walizki, przekonana że własnie usłyszałam 'pojedziemy na wakacje'? Y patrzył na mnie, a ja usilnie próbowałam zachować naturalny wyraz twarzy. średnio mi to wychodziło. jeśli przed chwilą zaproponował mi małżeństwo to chyba mam kurwa prawo być troche zaskoczona? żeby zyskac na czasie spojrzałam na maske jego auta. obok szampana i truskawek stały dwa plastikowe kieliszki. nie. on musiał zapytać czy zostanę jego żoną bo z jakiej okazji to przyjęcie? ania spokojnie. zawsze potrafisz powiedzieć co myslisz, znasz dobrze znaczenie słowa 'asertywna' a teraz brakuje ci języka w gębie?? ania, zrób to. po prostu to zrób, a nie gapisz sie jak ciele albo wół albo dowolne zwierze no zupełnie nieważne jakie, na malowane wrota. dobra. zrobiłam.

- czy mógłbyś powtórzyć pytanie?

22:15, anulina
Link Komentarze (6) »
czwartek, 01 kwietnia 2010
jade sobie dzisiaj spokojnie z pracy, mysle sobie o rzeczach ważnych i nieważnych az tu nagle dzwoni telefon. halo? mówię, a po drugiej stronie odzywa sie mój znajomy, z którym to ostatnio bardzo miło piłam kawe. rozmawiamy sobie o tym i tamtym, on mnie troche podrywa, ale bardzo fajnie to jest dokładnie tak jak lubię ;) czyli niby nie podrywa, a jednak ten tego. zaczynam sobie równolegle myśleć, że jestem taką niby bohaterką serialu. tam zawsze są wielbiciele, adoratorzy, tajemniczy przystojni nieznajomi, gorące romanse, niebiańskie plaże, a jak wiatr to ciepły do smagania włosów. i nagle ten mężczyzna, nazwijmy go Y od męskiego chromosomu (wszak osobnik ma wiele testosteronu to widać gołymi oczami) mówi, ze chciałby się ze mną spotkać. odpowiadam, że ok i że możemy sie spotkac po świetach. oj głupiaś ty myślę sobie, za szybkoś się zgodziła, musisz być niedostępna bo to najbardziej działa. ale juz sie stało. dobra. a Y mówi, że dzisiaj, że bardzo by chciał. no nie dam rady, jade z pracy, bede w poznaniu za jakies pół godziny. a on że ok, że tylko 5 minut potrzebuje. pyta jak jade, mówie, a on że tam jest lesny parking. co to to nie, myśle sobie. nie mam ochoty być ofiarą gwałtu i morderstwa lub morderstwa i gwałtu (każda kolejność niefajna). juz widze jak poszukuja sprawcy, a jedynym co pozostawił jest ślad zębów na moim sutku. nie nie, mówię, tam nie. a on, że w takim razie może tu i podaje miejsce mocno zaludnione, które mijam po drodze do domu. ale czy to jest takie pilne? pytam, a on że niecierpiące (nie cierpiące? :) zwłoki. znowu mam przed oczami zwłoki, naogladałam się detektywów  sądowych i takich tam. ania, uspokój sie, nie jestes w filmie. Y mówi jakiego auta mam wypatrywać. dobra. rozłaczamy się. wtedy zaczynam gorączkowo myślec co on może ode mnie chciec. a w sumie to mógłby chcieć, bo jest fajny. no troche sie zagalopowałam. a może on... chce pozyczyc ode mnie kase? o tak. na pewno. przeciez mówiłam mu, że moje auto jest służbowe zeby mu dac delikatnie do zrozumienia żem ostatnio w temacie kasy mocno nie tego. no i jak on teraz wyskoczy z pozyczka to pokaże mu swój portfel - skajkowy! za 20 zł i wtedy nawet do srodka nie będzie co zaglądać. dobra, ale jestem juz prawie na miejscu, patrze auto już stoi. podjeżdzam. czesc. czesc. pomimo plastikowej reklamówki w prawej dłoni (chyba nie zarzuci mi jej na głowę w obecności 15 osób?) jest niezłym ciachem. to fakt. a ja taka po całym dniu w pracy, mejkap trzeciej świeżości, no mogłam sie uperfumować mocniej ale jak zwykle jeden oszczędny psiuk zrobiłam rano i teraz to nawet pies policyjny dolcze gabany nie wyczuje. zamieniamy kilka zdan, on ze temat jest powazny. ja sobie myśle kurde tak, zaraz wyskoczy że na pewno odda po świętach, żebym tylko pozyczyła. to jest absolutnie irracjonalne, te moje mysli o pozyczce, bo ten facet to nie ten sort wiem o tym, czuje to po kościach, ale o co może chodzić facetowi, który nagle dzwoni i chce sie natychmiast spotkac?? aaaaale ze mnie głupia gęś. seks. no tak. chodzi mu zapewne o seks. na 1000 procent. czemum o tym od razu nie pomyslała. Y wyciaga z siaty... szampana i truskawki. hmmm. stawia je na masce swojego auta. patrze na to wszystko i teraz juz jestem w filmie, a przynajmniej w filmiku. donperinion i truskawki. Y patrzy na mnie, ja na niego. chwila ciszy następuje. powinnam wykazac sie elokwencją, ale stoje i tylko patrze, bo jak to mówia mowę mi odjeło na to niespodziewane przyjęcie z szampanem i truskawkami na parkingu. Y podchodzi do mnie, ja cofam sie o pół kroku (ale takie mniejsze pół), po czem słyszę głos Y-ka: ania, czy zostaniesz moją żoną?

cdn ;)
20:54, anulina
Link Komentarze (18) »
niedziela, 21 marca 2010
wiosenne przypadki

przytrafiły mi sie. wiosną zauważam czynność oddychania i mam ochotę normalnie zjadać powietrze bo robi sie tymczasowo smakowite


14:23, anulina
Link Komentarze (20) »
niedziela, 14 marca 2010
CCCP, little bitch i kotna kotka

komentarz o CCCP i ustrojstwach wszelakich wywołał we mnie taką nostalgie ze ho ho. odżyły wspomnienia radzieckich handlarzy na koszalińskim manhatanie i przygody mojego Taty, który zawsze coś ruskiego ciekawego przytachał doma. najlepszy był głęboki wózek niemowlęcy dla mojej nowonarodzonej wówczas siostry. kupił wielki wózek za marne 5 dych, bo rusek był załamany perspektywa tachania wielkiego wózka nazad do kraju rad :) ponadto Tata do dziś ma talent do wyszukiwania ustrojstw. ostatnio zakupił sprzęt do... robienia dziurek w paskach do spodni...

byłam na fajowej imprezie skąd też coś fajnego przytachałam. koszulka idealnie pasuje do tabliczki na furtce i do całokształtu sytuacji. na imprezie zabrakło mi tylko starych kotletów. nie chcieli za bardzo nic odgrzać chociaż zawzięcie mruczałam 'ohne dich'

i jeszcze... kaktus. bo to o nim chciałam pierwotnie. zakwitł mi po raz pierwszy (to jest chyba agawa? czy agawa to kaktus? hmmmm) i poszłam zrobic fote temu kwiatku, patrze a obok wyleguje sie Bamberka. kotka ma rok i to jest jej pierwszy płodny marzec... pare dni temu pod chate zaczęły sie schodzic wielkie kociska... na 99,9999% Bamberka pozbyła się cnoty i została zapłodniona. nie wiem ile trwa ciąża u kota, ale jeśli ktoś byłby chętny żeby zapewnić wikt i troche głaskania małym kociakom to wkrótce będę miała pare sztuk do wydania

poniżej przyszła matka kotna kotka. no i zakwitnięty kaktus

13:51, anulina
Link Komentarze (27) »
sobota, 06 marca 2010
kolorowe pismaki

siedze sobie spokojnie wieczorem i odbieram maile a tam: witam pani anulino, pisze artykuł do cienie i blaski smutki i radosci romanse i zdrady i chciałbym z pania przeprowadzić wywiad. w naszym czasopiśmie przedstawiamy prawdziwe historie zwykłych ludzi, najlepiej jakieś nieszczęścia wie pani, bo wtedy każda czytelniczka wybiera swoje nieszczęście i się identyfikuje z bohaterką. no dobra, myślę sobie, niech będzie. skoro moja historia może być terapią dla innych to bardzo proszę

 

spotkaliśmy się w małej knajpie. dziennikarz zaczął tajemniczo

 

dz: pani anulino, proszę tylko nie koloryzować i nie kłamać

 

ja: o wątroba, myślę sobie bo planowałam trochę naściemniać. przeciez nie będę mówić że uwielbiam ciuchy z lumpeksu i bary mleczne. no to chciałam powiedzieć tj pokłamać  troche żem kobieta pierwszy sort, elegancka i umalowana na co dzień, opakowana  w przynajmniej zare, triumfa i DG

 

dz: pani anulino (kontynuował z uporem maniaka z tą panią anuliną) ja mam dobrze poinformowane źródło...

 

ja: jesu, na mój temat myślę sobie?? toż to niemożliwe. zjadam chleb z żółtym serem na śniadanie, robie dzieciom kanapki do szkoły, robie własnoręcznie makaron i...

 

dz: piecze pani ciasta!

 

ja: (chyba czytał w moich myślach, skurczybyk) panie dziennikarzu, mówię łagodnie, jeśli ta wiadomość pochodzi od źródła to...

 

dz: dobrze. przejdźmy do sedna (wyłącza nagrywanie). pani anulino, bardzo proszę mówić na temat. czytają nas znudzone gospodynie domowe, rencistki i emerytki. te pierwsze uwielbiają zdrady romanse i rozstania. te pozostałe wolą choroby na przykład bóle kręgosłupa czy kłopoty ze wzrokiem. ja proszę panią o historię na temat  rozstań czy tematów damsko-męskich. ponoc pani ma w tym doświadczenie... (robi minę w stylu: kobieto, wiem o tobie wszystko więc dawaj)

 

ja: (zbita z pantałyku, patrzę jak dziennikarz ponownie włącza sprzęt)

 

dz: wiem, że jest pani doświadczona życiowo...

 

ja: tak jestem. moja pierwsza ksywa to modliszka. druga, też żadna tajemnica, blondyna trzeciego sortu...

 

dz: właśnie, czy mogłaby mi pani, na podstawie swoich doświadczen, podać przepis na udane małżeństwo? wiem, ze dotychczas w pani życiu były same porażki (tutaj gospodynie pewnie zatrą swoje spękane dłonie) ale człowiek zbiera  zarówno dobre i złe doświadczenia i wiadomo wyciąga wnioski...

 

ja:  niestety nie mam takiego przepisu. mogę natomiast podać przepis na pyszny domowy smalec: kawałek słoniny kroimy w kostkę i smażymy na patelni. musimy uważać aby skwarki były miękkie, nie za mocno przysmażone. następnie wlewamy to wszystko do szklanej miski, a na patelni podsmażamy cebulkę na złociutko. łączymy cebulkę z wysmażonymi skwarkami, a na koniec (to jest gwóźdź naszego smalcu!) dodajemy starte na grubej tarce świeże jabłko. pozostawiamy wszystko na zewnętrznym parapecie, przykryte talerzykiem, aby stężało. podajemy na pajdzie chleba. oczywiście trzeba dobrze posolić! pycha!

 

dz: dlaczego podaje mi pani przepis na smalec?

 

ja: bo przepisu na udane małżeństwo nie mam, a na smalec jak najbardziej

 

dz: (wyłącza nagrywanie) ja pani dziękuję

 

po tygodniu dostałam maila o treści:

 

pani anulino, pani przepis na smalec ukaże się w naszym czasopiśmie pt  cienie i blaski smutki i radosci romanse i zdrady, w rubryce: porady kulinarne

 

14:25, anulina
Link Komentarze (20) »
środa, 24 lutego 2010
biada mi kochani biada. jakaż ja naiwna kurka jestem. jakaż dziewucha bez pomyślunku w ogóle. naiwna istotka. całe szczęście, że dokładnie przeczytałam komentarze. dwa razy oczywiście, bo czytanie ze zrozumieniem nigdy nie było moją mocną stroną.

patrze czytam i co widze:

Jak można kupić farbę za 9 zł i pofarbować tym włosy i jeszcze o tym pisać?
Potem idzie taka na impreze patrzy na najlepszych facetów
i ma żal do całego świata że do niej nie podchodzą.
I trzeba tłumaczyć że skoro chcesz aby 3 najlepszych facetów wystartowało
do Cb to musisz być w trójce najlepszych kobiet a z ta fryzurą i tania farba to raczej odpada


ding. to moje dwie szare komórki nareszcie się trykneły! Z TAKIMI KUDŁAMI CHCIAŁAM MEGACIACHO WYHACZYĆ?! z takimi obszarpamymi pazurami? na co ja liczyłam? że kolczykiem w pępku zaszpanuje? ania, nie oszukuj sie, on dawno zaginął w fałdach. NA PEWNO NIKT DO CIEBIE NIE PODEJDZIE. nawet pies z kulawą nogą. dobra. spokojnie. trzeba działać. zrobić plan. na mega fiok. dobra

tutaj zbiórka na mega fiok

i jeszcze Mariolka do mnie zadzwoniła. i szczebiocze, że wróciła w sobote z wyspy jakiejśtam, której nazwy i tak bym nie zapamietała bo mam słabą pamięć a juz gdzie ta wyspa jest na mapie to w ogóle nie mam bladego pojęcia. staram sie przypomniec kiedy byłam nad morzem... to był grudzień a morze było bałtyckie i do tego zamarznięte. siedze więc cicho, no ania nie masz sie czym chwalic, a ona  mówi swoim słodkim głosem żmijki: masz zdjęcie na mailu. otwieram, patrze a tam mariola i morze. pokazuje sie wredna jędza, a na co dzień w kraju to prawie czador nosi. więc jej ten czador domalowałam i jeszcze potwora z łapskami dorzuciłam, bo nie mogłam słuchać o tym mega brańsku ktore zaliczyła na tej wyspie. no patrz patrz mówi mi chociaz wcale nie mowi ale ja i tak odbieram przekaz, ja też mam 35 lat i tez urodziłam dwójke dzieci, spójrz na siebie wielorybie, na te swoje fałdy!  juz jej nie lubie, juz nie jest moja koleżanką, masz tu małpo twoje zdjęcie, podaj mnie do sądu, nie boje sie a co!




18:37, anulina
Link Komentarze (52) »
sobota, 20 lutego 2010
pseudorozmowa z sobą samą

- ania dziewczyno, pisałas pisałaś a tu nagle sru i cie nie ma

- aktualnie bardziej niz pisanie zajmuje mnie codzienna logistyka

- a co z twoim facetem?

- no wiesz ten tego zdarza sie selawi i takie tam

- dobrze, to powiedz czy jestes biedna opuszczona i płaczesz w poduszke?

- biedna jestem i aktualnie czekam na wypłate :) w poduszke juz nie płacze. z ta opuszczoną to bym nie przesadzała. wina, jak wiadomo zawsze mieszka gdzies pośrodku

- ania ty wez sie troche za siebie bo nie wygladasz najlepiej...

- aaaa pracuje nad tym. kupilam wlasnie farbe do wlosow za 9,90

- czy masz kobieto poczucie klęski i tragedii?

- Michalinka kupila dzis lizaka i po odwinięciu okazał sie połamany. przeżyła tragedie i klęskę. punkt widzenia od punktu siedzenia, wzglednośc pojęć itp

- co teraz zamierzasz?

- wyfiokowałabym sie, zaaplikowała na głowe te farbe z promocji i wyszła w miasto ale ze względu na dzieci sie nie wyfiokuje i nie wyjdę. ale farbe zaaplikuje!

- no a jakies powazniejsze plany na przyszłość?

- kupic chleb i bułki. zrobic obiad. pograć z Michaliną w spadające małpki. poćwiczyc z Michem obliczanie obwodu prostokąta. a wieczorem dokonczyc czytac książkę pt 'prowadź swoj pług przez kości umarłych' olgi tokarczuk

tutaj rozmowa sie urwała bo Micho uszczypnął Michaline w nogę i musiałam odszarpywac jedno od drugiego. jak widzicie, drodzy przybywający w moje skromne blogowe progi, nudnam obecnie jak flaki z olejem i nie chce was też zanudzać



11:51, anulina
Link Komentarze (44) »
piątek, 11 grudnia 2009
beware of the bitch!

skoro wygrała opcja wyprowadzki i panny z odzysku, to na wszelki wypadek musiałam sie zabezpieczyć. w obawie przed tłumem oślinionych podstarzałych adoratorów (nie ukrywajmy, stara dupa jestem) postanowiłam zamontować stosowne ostrzeżenie na wrotach do mej skromnej posiadłości. zaopatrzona w śrubokręt typu krzyżak przyszpiliłam co następuje. teraz jestem bezpieczna. stare dziadygi szukają miłych i sympatycznych dupeczek. panowie to najgorszy adres pod jaki moglibyście trafić!



21:46, anulina
Link Komentarze (54) »
środa, 02 grudnia 2009
rumour has it




10:41, anulina
Link Komentarze (28) »
środa, 03 czerwca 2009
zbędna opcja

oglądamy jakiś program o modelkach. jedna z nich zawaliła jakiś ważny pokaz, bo miała problemy żołądkowe (to jest kluczowa informacja i musieli o tym poinformować)

ja: to straszne. laska dostała sraczki, a my jeszcze o tym słuchamy

on: ale spójrz na te laseczke... ona miała rozwolnienie... takie laseczki zdecydowanie powinny mieć te opcje wyłączoną




| < Czerwiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
O autorze

link niesponsorowany

niedziela, godz 20 czasem tam gadam




web tracker



Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl





Feedjit Live Blog Stats