RSS
czwartek, 22 lipca 2010
Polarny, foczki i czujna Żona

przeczytałam note Polarnego i spieszę objasnic kilka spraw. mądram, bom akurat po lekturze ‘dlaczego mężczyźni nie słuchają, a kobiety nie umieją czytać map’

Autorzy Allan i Barbara Pease wyjaśniają zjawisko, o którym pisze Polarny. Jak wiemy, w zamierzchłych jaskiniowych czasach mężczyźni polowali, a kobiety pełniły rolę strażniczek domowego ogniska. nikomu do głowy nie przyszła walka o równouprawnienie. cechy fizyczne faceta predysponowały go do polowań, a kobiety miały rozwiniete wszelkie umiejętności aby skutecznie zarządzać domowym ogniskiem, wychowywać potomstwo i  doskonale radzić sobie w grupie. ale do rzeczy. poniżej ilustracja z ww książki, która doskonale obrazuje różnice w widzeniu kobiet i mężczyzn

facet polując musiał wypatrywać zdobycz, nie rozpraszać się okolicznościami przyrody stąd widzi na dużą odległość, ale tylko to, co znajduje się naprzeciwko (‘widzenie tunelowe’). kobieta, strażniczka domu, musiała cały czas pilnować czy nie skradają się jakieś drapieżniki i mimochodem permanentnie obserwować otoczenie. kobiecy zasięg widzenia jest zdecydowanie szerszy – ‘widzenie obwodowe obejmuje niemal 180 stopni’. dlatego Polarny, zauważając foczkę, mimowolnie obraca się, tak by była w ‘jego’ polu widzenia tj. mniej więcej naprzeciwko. jego Żona natychmiast to zauważa. ale uwaga!  my kobiety gapimy się na ciastka równie często! robimy to jednak zdecydowanie dyskretniej. nie musimy ostentacyjnie obracać się, jeśli ciastko znajduje się w naszym szerokim polu widzenia to patrzymy sobie do woli, a nasz facet nie ma o tym zielonego pojęcia. moim zdaniem w patrzeniu na atrakcyjnych osobników nie ma niczego złego. autorzy ww książki twierdzą jednak, że jeśli mówimy o kims że jest atrakcyjny, to  podświadomie informujemy otoczenie, że chcemy uprawiac z tymże osobnikiem seks...

 

 

polecam wszystkim te książkę. w dobie wojującego feminizmu i haseł równouprawnienia wszystkiego i wszystkich – książka rzeczowo odnosi się do naszych pierwotnych naturalnych uwarunkowań. jej autorzy mocno podkreślają, że babka i facet nigdy nie będą tacy sami. co prawda głoszą momentami denerwujące tezy i przytaczają seksistowskie dowcipy. mankamentem książki są liczne powtórzenia i podsumowania – ot amerykański poradnik, trzeba powtórzyć lub sparafrazować 40 razy.

 

wracając do meritum, Polarny powinien teraz zrobić Małżonce awanture, że ona cały czas obserwuje fajnych facetów, a do tego robi to bardzo perfidnie bo on Polarny niczego nigdy nie zauważył!

10:21, anulina
Link Komentarze (10) »
środa, 23 czerwca 2010
ludzie listy piszą

Witaj Anulina,

piszę do Ciebie tego meila ponieważ uważam, że musisz zastanowić się nad swoim postępowaniem. Czytam Twojego bloga od początku. I przepraszam, zawsze uwielbiałam Twojego męża, a nie Ciebie. I co? ON nagle znika! A Ty sobie piszesz o czym chcesz! No więc mówię Ci, że ja nie zamierzam tego czytać. No chyba, że wyjaśnisz o co chodzi. Czyli napiszesz czy sie na przykład rozwiodłaś? A jeśli tak, to dlaczego??? I o co chodzi z tymi zaręczynami??? Czy to prawda?? Moja mama twierdzi, że chyba tak ale babcia jak jej opowiedziałam, to mówi ze wszystko sobie wymyślasz! Dlatego odpisz mi prawdę! Myślę, że źle traktujesz ludzi. I chciałabym wiedzieć czy ON to znaczy twój mąż albo może były mąż prowadzi bloga? Jeśli tak, to podaj jego adres!! A co?? Może się boisz, bo wszyscy tam pójdą a Twój blog będzie zapomniany??? Na pewno się tego boisz! A te zaręczny to sobie wymyśliłaś, żeby poudawać jaka fajna jesteś i jak to faceci na Ciebie lecą!

Poza tym kotki są bardzo ładne i gdybym mogła to na pewno wzięłabym jednego. Ale nie mogę. Czekam na odpowiedź. Jeśli jej nie otrzymam to będzie znaczyć, że jesteś bardzo tchórzliwą osobą która boi się Prawdy! xymena

Droga xymeno! poniżej odpowiedzi na twoje pytania:

nie, tak, tak, tak, nie wiem, mhm, nie, tak, może, chyba*

*na pytania odpowiadałam w przypadkowej kolejności!

11:13, anulina
Link Komentarze (41) »
niedziela, 30 maja 2010
Kocia Inspekcja

no ładnie. pokazuje tutaj moje świeże kotki zupełnie nieświadoma skutków. na wzór chin, działa chyba u nas policja obywatelska ds internetu

siedze sobie na kanapie i dziubie słonecznik (uzalezniłam sie :) nagle puk puk do drzwi. pan i pani, mają na sobie uniformy z napisem Inspekcja Do Spraw Kotów i Ich Godnego Poszanowania

pan: dzien dobry, pani anulina?

ja: dzien dobry, tak

pani: jestesmy pracownikami Inspekcja Do Spraw Kotów i Ich Godnego Poszanowania. czy to prawda, że bez zgody i pieczątki naszej Inspekcji bezprawnie rozmnożyła pani koty?

ja: przepraszam, ale same się rozmnożyły. fakt, za moim pozwoleństwem. dodatkowo bez pozwoleństwa Inspekcji

pan: proszę o książeczkę zdrowia kociej matki

ja: (biegnę i przynoszę sprawdzając po drodze czy są wszystkie szczepienia i pieczątki)

pani: (przegląda wnikliwie książeczkę) tak... poproszę teraz książeczki kotków

ja: weterynarz powiedział, że musze się z nimi stawic na początku czerwca

pan: czyli koty nie mają książeczek??

ja: jeszcze nie mają. ani książeczek ani pieczątek

pani: niedobrze. proszę teraz o okazanie pozywienia, które pani podaje kociej mamie

ja: (wyciągam z szafki puszki Znanej Firmy Produkującej Kocie Pożywienie)

pani: używa pani karmy Znanej Firmy Produkującej Kocie Pożywienie??

ja: tak

pani: czyli nie dba pani o zdrowie i dobrostan swoich kotów!

ja: jak to? kilka zetów jedna puszka!

pani: koty nalezy karmic wyłącznie pożywieniem Bardzo Znanej Firmy! oznacza to, że nie stac pani na posiadanie kotów (notuje coś w kajecie)

pan: teraz nastąpi inspekcja warunków w jakich przebywają koty...

ja: (potulnie sprowadzam panią i pana do pralni. kotki leżą sobie ładnie w legowisku na kocyku przyczepione do bamberkowych cycuszków)

pan:  (do pani) spójrz na ten koc... jest cały okłaczony!

pani: a fe! co to są za warunki! czy pani połozyłaby się sama na tym legowisku??

ja: gdybym była kotem to na pewno

pan i pani: (spoglądają na siebie totalnie zniesmaczeni)

pan: jakie ma pani wykształcenie?

ja: wyższe

pan: no właśnie. samych bzdur panią uczyli, a fundamentalnej wiedzy dotyczącej opieki nad zwierzętami nikt pani nie przekazał

pani: czy kotka Bamberka wychodzi z domu?

ja: tak

pani: CZY PANI NIE WIE NA ILE NIEBEZPIECZENST NARAZA PANI SWOJĄ KOTKĘ??

pan i pani spisali Ważny Protokół Uchybień W Wychowaniu i Opiece Nad Zwierzętami Domowymi. podpisali i przystawili pieczątke. sprawa trafi teraz do Sądu Nad Osobnikami Znęcającymi Się Nad Domowymi Zwierzętami. z tego co mówili dostanę wyrok. w najlepszym razie zostanę skazana na nakaz spożywania przez trzy miesiące puszek z kocią karmą z lidla albo biedronki. bardziej prawdopodobne jednak, że sąd mi nie popuści i dodatkowo skażą mnie na przebywanie trzy miesiące pokotem na kocim legowisku. Ważny Sąd dopilnuje, aby było odpowiednio mocno okłaczone

a! i jeszcze dostałam nakaz publikacji Na Dziko Rozmnożonych Bardzo Zabiedzonych Kociaków. na blogu, w poczytnej prasie kolorowej i czarno-białej. koniecznie na okłaczonym kocyku, aby cały Świat poznał me okrucieństwo

18:50, anulina
Link Komentarze (37) »
sobota, 22 maja 2010
kociaki już patrzą!

uwaga! kotki otworzyły oczy! :) całymi dniami siedzą przyssane do Bamberki, która niestety nie zaakceptowała zmiany miejsca i z uporem kociego maniaka chce przenosić koty tam, gdzie je wydała na świat tj do szafy w pokoju Micha. jak tylko widzi otwarte drzwi pralni, natychmiast chwyta jednego z kociaków w paszczę i leci z nim do góry. a ja z uporem maniaczki znoszę kocięta z powrotem na dół

tutaj Bamberka z dzieciakami

a tutaj portret :)

teraz inna beczka. nie na temat. ni z tego ni z owego. ot wpadła mi fota w oczy. szklarnia miszmasz. to jest bardzo klimatyczne miejsce. kiedyś służyło za prawdziwą szklarnię, ale przecież w sezonie pomidory kosztują groszaki więc szklarnia ewoluowała. służy za schowek-skrytke. niby szmaty, beczki, wiadra i klunkry. podwójny blef czyni cuda. żaden złodziej nigdy nie wpadł na to, że to tam poukrywane są działkowe skarby

a na koniec apel. tylko do dobrych ludzi, najlepiej z poznania i okolic. za jakieś 5 tyg kociaki będa gotowe, aby pójsc w świat. jeśli ktoś chce kociaka, to zapraszam. od razu zaznacze, ze kot jest totalnie bezproblemowy jeśli może wychodzic na zewnątrz. jeśli chcesz kota do mieszkania to od razu ostrzegam, że każdy wyjazd może być problemem :/ zwierzak to zywa istota, domownik i decyzja o jego posiadaniu musi być przemyślana. hmm troche dydaktycznie zabrzmiało, ale to prawda. w sprawie kociaków (i nie tylko ;) można pisać o tu anulina@gazeta.pl

12:13, anulina
Link Komentarze (52) »
sobota, 15 maja 2010
poród i powiększona rodzina

no nareszcie. mamy nasze kociaki :) poród był ciężki, odbierała moja mama. a było tak

siedze sobie na lotnisku orly. samolot ma 2 godz spoznienia. czytamy z towarzyszkami podróży margot witkowskiego. na głos. fragmenty o waldim bakardim. bawimy sie przednio. nagle sms od mamy: bamberka rodzi

stres mnie troche dopada, ale luzik. koty przecież kocą się jak koty. bedzie dobrze. po pół godz mama dzwoni. babmerka miauczy max, wystaje z niej 1/3 kotka a ona chce sie go pozbyć, lata po schodach, wariuje. no nic. mamus, odbieraj poród, mówię. mama szykuje rękawice. i zaczyna prace położnej.

kotki rodziły sie od 17 do 1 w nocy. bamberka w ogóle nie kumała o co kaman. mama na chybcika wyparzyła Michalinki nożyczki do wycinanek i cięła pępowiny...

no i mamy. 5 kociaków. wyglądają jak większe myszki :) ten jasny zostaje z nami. uległam kindrom, no i mamie. przecież odebrała ten poród :) reszta musi troche podrosnąć zanim pójdą w świat

17:10, anulina
Link Komentarze (17) »
sobota, 08 maja 2010
YYYYY

wybrałam numer opisany 'Y'. liczyłam na to, że jeśli nie odbierze to usłyszę pocztę i Y przedstawi się tam imieniem, i dodatkowo koniecznie nazwiskiem. wtedy problem z głowy, legitymowanie odpada

niestety nie miał włączonej poczty. po kilku piiiiik usłyszałam znajome tii dii dii co oznaczało, iż abonent nie raczył odebrać. jesli oddzwoni to muszę mieć bajke. dobrą bajke zeby zechciał sie ze mną szybko spotkać. jestem jednak za szybka. zaplanuję robię i nie marnuję czasu na zbęde myslenie. o dzwoni. odbieram

Y: cześć. dzwoniłaś

ja: cześć... dzwoniłam... (za szybko zadzwoniłeś! dobra bajka nie jest jeszcze gotowa! ba! żadna bajka nie jest jeszcze gotowa!)

Y: co tam?

ja: aaaa tak sobie pomyślałam... (nieprawda oczywiście z tym myśleniem) że moglibyśmy... sie spotkać

Y: super. teraz?

ja: (no on musi mieć ful czasu skoro może sie ze mną spotkać natychmiast... na pewno siedzi na bezrobociu i odmierza czas pomiędzy kolejnymi wizytami w pośredniaku...)

Y: jesteś tam?

ja: jestem. jestem. to za 10 minut w (tutaj wymieniam małą knajpę nieopodal. jeśli zgodzi sie za 10 minut to mieszka gdzieś w pobliżu)

Y: uda mi sie dojechać za jakieś 40 minut

ja: (nie mieszka)

docieram do punktu zbornego z bagażem w postaci żywego inwentarza tj dwójki dzieci w wieku 10 i 5 lat. rzucają sie na lody co gwarantuje ok 10 minut ciszy i spokoju. ja czekam na Y i obmyślam plan

sytuacja idealna: Y wchodzi, kładzie na stoliku portfel (faceci często tak robią). portfel jest zdezelowany i podarty. dzieci trącają go niechcący. portfel spada na ziemię. w locie przez dziure wypada z niego dowód osobisty i toczy się prosto pod moje krzesło. schylam sie i w dwie sekundy dokonuję legitymacji

sytuacja idealna ma to do siebie że nigdy nie chce sie przytrafic. nawet jeśli portfel będzie porwany to na 100% dowód osobisty Y nie ma formy kulistej. z toczenia więc nici

sytuacja optymalna: przyjdzie Y. zadzwoni jego telefon. Y odbierze i przedstawi sie imieniem i nazwiskiem. tak. poczułam powiew optymizmu (pachniał pizzą którą piekli obok). tak. to może sie zdarzyć. ale ania, bądźże realistką...

sytuacja rzeczywista: wchodzi Y

Y: cześć

ja: cześć

Y: (spogląda na dzieci) jesteście Michał i Michalina?

ja: (nie mówiłam mu o dzieciach, a juz na pewno o ich imionach!)

dzieci: (mruczą 'dzień dobry' i potwierdzają skupione na układaniu puzzli, które dostały od kelnerki)

Y: (ni z tego ni z owego) czytam twoje blogi. z ciachem przesadziłaś. w nazwisku nie mam s (wyjmuje dowód osobisty i mi podaje... nic nie widze ze stresu. dowód zlewa sie w rózowo-czarna palmę)

ja: (spinam sie mocno niczym klamerka na swoim pierwszym praniu, a Y patrzy radośnie na całą czeredę obok tj na mnie wygłupioną i na dzieci zajęte puzlami)

Y: dobra, co pijemy?

10:30, anulina
Link Komentarze (20) »
sobota, 24 kwietnia 2010
sssssss

drogi pamiętniczku!

mam 35 lat i same niepowodzenia w związkach damsko-męskich. niestety poczucie własnej wartości umiejscowione jest w moim przypadku na przeciętnym czyli uważanym za średni poziomie. wywlekanie więc psychicznych bebechów podczas długotrwałej psychoterapii absolutnie nie wchodzi w grę

moja powierzchowna fizjognomia jest równiez przeciętna. garbata nie jestem, troche kulawa już tak. żaden mój cielesny szczegół nie jest porażająco odstraszający. w związku z tym nie upatruję przyczyny swych porażek w nadmiernej nieurodzie

o co więc chodzi do jasnej cholery? zadałam sobie to pytanie na cały głos i postanowiłam się nad nim uczciwie pochylić. węszyłam tu i tam, ale nigdzie nie poczułam właściwego tropu. bo na przykład mogę porozmawiać z każdym na każdy temat! tak! niesamowite, co? proszę, przytaczam fakty. jakiś czas temu pracowałam z osobami uprawiającymi rolę. natychmiast dostosowywałam swój słowny 'register' do tego co słyszałam i o dziwo szło mi znakomicie! (hmmm drogi pamietniczku czy mam zacząć się martwić...?) kiedy trzeba przeobrażam się w korporacyjną mróweczke i grzecznie słucham o apdejtach, templejtach i innych srejtach. ba! sama czasem (o zgrozo!) uzywam tejże nomenklatury

i co? wszystko niby fajnie pięknie i ładnie. a co do czego - wielka dupa. aż tu pewnego rześkiego wiosennego dnia... PING gruchnęło mi w mózgu. jest! mam! w jednej sekundzie poczułam się jak Archimedes Newton Kopernik i Kepler razem wzięci. oodkryłam ciążącą mi (Archimedes) kosmiczną (Newton plus cała reszta) prawdę! rozbija się o jedną małą literkę! niepozorną ale pokręconą i pokrętną. rozbija się mój pamiętniczku o 's'.

o ile jej wielka wersja (S) jest mi przyjazna (wszak S króluje w moim panieńskim nazwisku na przedzie), to jej mała odmiana (s) tkwi mi solą w oku, a właściwie w życiu, a konkretnie w nazwiskach!

gdyby jakiś spec ułożył mi kosmogram czy jakkolwiek to sie zwie to na pewno gwiazdy kosmos i ułożenie planet (zwłaszcza uranu względem saturna) miałyby dla mnie jedną jedyną przestrogę: uważaj na 's'! małe 's'!

jak ja mogłam wcześniej na to nie wpaść??!! już nawet domowy hardware (czy klawiatura to hardware?) dawał mi od dawna znaki! literka 's' wszędzie się zacina i musze klikac przynajmniej dwa razy aby pojawił się ten pokrętny i zdradziecki znaczek

uffff nareszczcie. najważniejsze to znaleźć i rozpoznać wroga. potem pozostaje tylko podjąć właściwe działania korygujące i się do nich zastosować celem wyeliminowania problemu w przyszłości. wyjęłam więc notes i zapisałąm skrupulatnie:

wada: literka 's' w nazwisku

skutek: pokręcone życie

działania korygujące: należy zawsze legitymować potencjalnych kandydatów i z góry eliminować wszystkich posiadających ten feralny znaczek wewnątrz nazwiska

kroki do natychmiastowego podjęcia: spotkac się z ciachem od oświadczyn. wylegitymować

14:45, anulina
Link Komentarze (26) »
środa, 07 kwietnia 2010
rodzina blogiem silna

siedze sobie dzis spokojnie i pracuje. nagle dzwoni telefon. patrze mama. odbieram

mama: cześć córciu, masz pare minut?

głos ma poważny, zatroskany wręcz

ja: ano klepie w klawiature, wysyłam maile i przepisuje dane z tabeli w tabele, ale jak coś ważnego to dawaj

mama: bardzo ważnego

ja: (zaciekawiona) a co takiego?

mama: dziecko, czy ty... cos przede mną ukrywasz?

ja: że co?

mama: no... czy cos ukrywasz?

ja: nie mamo, wiesz o wszystkim

mama: dziecko, czy ty... wychodzisz za mąż?

ja: ZA MĄŻ? mamo coś ty! miałabym wyjść za mąż i CIEBIE o tym nie poinformować? skąd w ogóle masz takie wieści?

mama: ciocia Dorotka z Pęcin Dolnych powiedziała o tym wujkowi Bronkowi z Koniczynek (on spędzał u niej święta), a wujek natychmias do mnie zadzwonił...

ja: ciocia Dototka z Pęcin Dolnych?? ja jej kilka lat nie widziałam. skąd ciocia Dorotka może mieć TAKIE informacje?

mama: z twojego bloga!

ja: z mojego bloga?? a tak na marginesie mamuś, bardzo przepraszam, a co ciocie Dorotke obchodzi moje życie? nawet jeśli wyjdę za mąż to cioci Dorotce wara ode mnie. niech sie zajmie swoimi dziecmi bo ma czwórkę i jest sie kim zajmować

mama: no właśnie. ciocia Dorotka powiedziała, że ma dwie córki i każda ma JEDNEGO męża, podobnie jej synowie - każdy ma JEDNĄ ŻONE...

ja: a to juz nie moja wina, że mają tylko po jednej żonie i jednym mężu. jak sobie pościelesz tak się wyśpisz

mama: i wiesz, siedzieli przy świetach i gadali. wujo Zenek z Ruchociczek też komentował twoje blogi...

ja: wujo Zenek?? tego to kilkanascie lat nie widziałam! ON komentował moje blogi?? (już to widze normalnie. ciocia Dorotka przegryza wielkanocną babę i z przekąsem komentuje moje życie patrząc z dumą na swą porządną czwóreczkę dzieciaczków! a to mi sie dziedziaczki udały! - myśli sobie, poukładane i pożenione przykładnie, a ta lafirynda trzeciego męża będzie miała no no. i radośc maluje sie na jej pełnej baby twarzy. a wujo Zenek? on w internet włazi i za blogami wyczytuje...? pewnie znudziło mu sie chlanie piwa i cykanie po kanałach)

ja: mamuś, ale oni daty widzieli na tych blogach? wiedzą co to jest pierwszy kwietnia?

mama: nie wiem dziecko. ja czytałam o tych oświadczynach, ale cie znam i wiem ze piszesz co ci ślina na mózg przyniesie. oni pewnie tych dat nie widzieli i teraz cała rodzina huczy

ja: nareszcie mają czym żyć! jesli ich zycie jest nudne jak flaki z olejem to niech sie podniecają moim. bardzo prosze!

mama: to jeszcze nie wszystko...

ja: ???

mama: wujek Edek...

ja: wujek Edek? ten z Parchała Dolnego?

mama: tak...

ja: (jest naprawde niedobrze :)

mama: wujek Edek dzwonił dziś do mnie

ja: to wy do siebie dzwonicie? przecież z tego co wiem, to on z nikim z rodziny sie nie kontaktuje...

mama: no właśnie. wujek Edek dzwonił mnie prosić, żebym ja ciebie poprosiła zebyś ty na swoim blogu przypadkiem nie napisała o tej aferze we wsi, no wiesz z tą wiatrówką i policją co to przyjechała do jego syna, a twojego kuzyna Seweryna...

ja: co to ustrzelił kawałek dachówki sąsiada?

mama: tak. bo to wiesz, wujek powiedział że będzie wstyd na całą Polskę...

tak. afera z wiatrówką w Parchale Dolnym jak najbardziej nadaje się na pierwszą strone bloga ale wybaczcie nie mogę o niej napisać. wujek Edek prosił moją mamę która z kolei poprosiła mnie. a ja proszę odwiedzających, zwłaszcza tych spokrewniono-spowinowaconych co by mojej mamy nie denerwowali bo wtedy bede musiała ich bardzo prosić tutaj na blogu (po nazwiskach pojadę, żeby było wiadomo o kogo chodzi) aby zakupili sobie takie specjalne tabletki w aptece o wdziecznej nazwie 'dla mózgu'. cytat z ulotki informacyjnej tegoż leku dla pacjenta: preparat odżywia mózg zapewniając odpowiednią dozę dystansu oraz właściwą interpretację tekstów pisanych, nawet tak pokrętnych jak www.rozmawiamy.blox.pl

17:34, anulina
Link Komentarze (24) »
wtorek, 06 kwietnia 2010

staliśmy tak pół kroku od siebie. pytanie fruwało w wiosennym powietrzu, rozciapierzone dźwięki. co on właściwie powiedział? czy ja dobrze zrozumiałam? dlaczego nie skupiłam sie na tych słowach tylko jak zwykle bujałam gdzieś w obłokach? ania czy zostaniesz moją żoną? a może aniaczy zostanie szmoj ążoną? a może ania czy zostaniesz zamrożoną? słowa lubią robić różne niespodzianki i psikusy. dzieci zawsze mówiąc modlitwę są przekonane, że 'módl się za nami grzecznymi' ja nawet mówiłam 'muld sie za nami grzecznymi'. a może mam cos z uszami? nie mogę sie przyznać, bo to dyskwalifikuje mnie jako przyszłą żonę... musze mieć wszystko na swoim miejscu, ładne nerki i zdrową śledzionę. moje flaki są ślicznie poukładane, równiutko, bez zarzutu. no jakże by to było, gdybym tak na pierwsze 'podaj kapcie' mojego nowiutkiego męża zareagowała pakowaniem walizki, przekonana że własnie usłyszałam 'pojedziemy na wakacje'? Y patrzył na mnie, a ja usilnie próbowałam zachować naturalny wyraz twarzy. średnio mi to wychodziło. jeśli przed chwilą zaproponował mi małżeństwo to chyba mam kurwa prawo być troche zaskoczona? żeby zyskac na czasie spojrzałam na maske jego auta. obok szampana i truskawek stały dwa plastikowe kieliszki. nie. on musiał zapytać czy zostanę jego żoną bo z jakiej okazji to przyjęcie? ania spokojnie. zawsze potrafisz powiedzieć co myslisz, znasz dobrze znaczenie słowa 'asertywna' a teraz brakuje ci języka w gębie?? ania, zrób to. po prostu to zrób, a nie gapisz sie jak ciele albo wół albo dowolne zwierze no zupełnie nieważne jakie, na malowane wrota. dobra. zrobiłam.

- czy mógłbyś powtórzyć pytanie?

22:15, anulina
Link Komentarze (6) »
czwartek, 01 kwietnia 2010
jade sobie dzisiaj spokojnie z pracy, mysle sobie o rzeczach ważnych i nieważnych az tu nagle dzwoni telefon. halo? mówię, a po drugiej stronie odzywa sie mój znajomy, z którym to ostatnio bardzo miło piłam kawe. rozmawiamy sobie o tym i tamtym, on mnie troche podrywa, ale bardzo fajnie to jest dokładnie tak jak lubię ;) czyli niby nie podrywa, a jednak ten tego. zaczynam sobie równolegle myśleć, że jestem taką niby bohaterką serialu. tam zawsze są wielbiciele, adoratorzy, tajemniczy przystojni nieznajomi, gorące romanse, niebiańskie plaże, a jak wiatr to ciepły do smagania włosów. i nagle ten mężczyzna, nazwijmy go Y od męskiego chromosomu (wszak osobnik ma wiele testosteronu to widać gołymi oczami) mówi, ze chciałby się ze mną spotkać. odpowiadam, że ok i że możemy sie spotkac po świetach. oj głupiaś ty myślę sobie, za szybkoś się zgodziła, musisz być niedostępna bo to najbardziej działa. ale juz sie stało. dobra. a Y mówi, że dzisiaj, że bardzo by chciał. no nie dam rady, jade z pracy, bede w poznaniu za jakies pół godziny. a on że ok, że tylko 5 minut potrzebuje. pyta jak jade, mówie, a on że tam jest lesny parking. co to to nie, myśle sobie. nie mam ochoty być ofiarą gwałtu i morderstwa lub morderstwa i gwałtu (każda kolejność niefajna). juz widze jak poszukuja sprawcy, a jedynym co pozostawił jest ślad zębów na moim sutku. nie nie, mówię, tam nie. a on, że w takim razie może tu i podaje miejsce mocno zaludnione, które mijam po drodze do domu. ale czy to jest takie pilne? pytam, a on że niecierpiące (nie cierpiące? :) zwłoki. znowu mam przed oczami zwłoki, naogladałam się detektywów  sądowych i takich tam. ania, uspokój sie, nie jestes w filmie. Y mówi jakiego auta mam wypatrywać. dobra. rozłaczamy się. wtedy zaczynam gorączkowo myślec co on może ode mnie chciec. a w sumie to mógłby chcieć, bo jest fajny. no troche sie zagalopowałam. a może on... chce pozyczyc ode mnie kase? o tak. na pewno. przeciez mówiłam mu, że moje auto jest służbowe zeby mu dac delikatnie do zrozumienia żem ostatnio w temacie kasy mocno nie tego. no i jak on teraz wyskoczy z pozyczka to pokaże mu swój portfel - skajkowy! za 20 zł i wtedy nawet do srodka nie będzie co zaglądać. dobra, ale jestem juz prawie na miejscu, patrze auto już stoi. podjeżdzam. czesc. czesc. pomimo plastikowej reklamówki w prawej dłoni (chyba nie zarzuci mi jej na głowę w obecności 15 osób?) jest niezłym ciachem. to fakt. a ja taka po całym dniu w pracy, mejkap trzeciej świeżości, no mogłam sie uperfumować mocniej ale jak zwykle jeden oszczędny psiuk zrobiłam rano i teraz to nawet pies policyjny dolcze gabany nie wyczuje. zamieniamy kilka zdan, on ze temat jest powazny. ja sobie myśle kurde tak, zaraz wyskoczy że na pewno odda po świętach, żebym tylko pozyczyła. to jest absolutnie irracjonalne, te moje mysli o pozyczce, bo ten facet to nie ten sort wiem o tym, czuje to po kościach, ale o co może chodzić facetowi, który nagle dzwoni i chce sie natychmiast spotkac?? aaaaale ze mnie głupia gęś. seks. no tak. chodzi mu zapewne o seks. na 1000 procent. czemum o tym od razu nie pomyslała. Y wyciaga z siaty... szampana i truskawki. hmmm. stawia je na masce swojego auta. patrze na to wszystko i teraz juz jestem w filmie, a przynajmniej w filmiku. donperinion i truskawki. Y patrzy na mnie, ja na niego. chwila ciszy następuje. powinnam wykazac sie elokwencją, ale stoje i tylko patrze, bo jak to mówia mowę mi odjeło na to niespodziewane przyjęcie z szampanem i truskawkami na parkingu. Y podchodzi do mnie, ja cofam sie o pół kroku (ale takie mniejsze pół), po czem słyszę głos Y-ka: ania, czy zostaniesz moją żoną?

cdn ;)
20:54, anulina
Link Komentarze (18) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 57
| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
O autorze

link niesponsorowany

niedziela, godz 20 czasem tam gadam




web tracker



Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl





Feedjit Live Blog Stats