RSS
wtorek, 29 stycznia 2013
związki partnerskie a banda z wiejskiej

jem sobie rano śniadanie i jak zwykle słucham radia. zaproszona do studia gadająca głowa z każdą minutą pogarsza jakość procesu spożywania, jakiemu się oddaję. mówi dużo i choć spokojnie to stek bzdur kłębiący się w mojej kuchni robi się coraz bardziej niezjadliwy. w pewnym momencie pałam ochotą kopnięcia gadającej głowy prosto w radio

pan gadająca głowa twierdzi, że kobieta i mężczyzna muszą żyć w związku małżeńskim gdyż z takiego związku są dzieci a dzieci potrzebują obojga rodziców stąd procedura uzyskania rozwodu jest żmudna, trudna i długa. rozumiem, ze gadająca głowa zakłada, że w czasie takiego rozwodu para żyje sobie z dziećmi w miłości, radości i szczęściu czekając aż zakończy się procedura rozwodowa i wtedy tatuś będzie mógł już legalnie opuścic mamusię i pójśc do innej pani. wg gadającej głowy zwiazki partnerskie nie umozliwiają takiego rozwiązania. w związku partnerskim facet znajduje sobie nową panią i raz dwa opuszcza poprzednią panią i wspólne pisklęta, a państwo nie ma bata na takiego złego pana, choćby w postaci długiej i żmudnej procedury rozwodowej...

jestem przekonana, że ci wszyscy panowie którzy weszli w związki małżeńskie a potem opuszczają swoje żony, tak bardzo boją się straszliwej państwowej procedury że przynajmniej 60% z nich postanawia pożegnac kochanki i dalej kochać swoje obecne żony. ach, to nasze państwo, na pewno swoimi procedurami uratowało już setki rodzin i pomogło milionom dzieci. bo dzieci, peroruje gadająca głowa, są najważniejsze! wyłacznie związek małzeński daje dzieciom bezpieczeństwo i właściwie funkcjonująca rodzinę! w tym momencie nie wytrzymuję i pustą puszką po pasztecie drobiowym rzucam w radioodbiornik licząc, że trafię w jakikolwiek przycisk czy pokrętło co w rezultacie uciszy ten durny łeb. niestety. efektem tegoż aktu przemocy jest wylacznie upaćkane resztką pasztetu radio

gadająca głowa rozwodzi się na temat dobra dzieci. tak nam bronia rodziny te (p)osły że można się wzruszyć. niedługo do aptek zostaną wprowadzone nowe suplementy diety kocham swoją żonę, kocham swoje dzieci oraz  nie jestem gejem tylko tak mi sie głupio wydaje. podczas rejestracji do lekarza rodzinnego system ewuś od razu piknie. jesli na zielono - pacjent bierze ww suplementy, dobry obywatel, dba o rodzinę i dobro państwa. jeśli na czerwono - suplementy zostaną zalecone, a specjalny sztab ds kochającej rodziny będzie kontrolowal czy tabletki przechodza przez przełyk złego obywatela i trafiają do żołądka czyniąc go zarazem (obywatela i żołądek) kochającym mężem i ojcem. jeśli proces nie będzie przebiegał odpowiednio zły obywatel zostanie skierowany do zakładu zamknietego na oddział rodzina najwyższym dobrem gdzie zostaną zastosowane wszelkie środki nakłaniające do kochania żony i dzieci nie wyłączając pokazów brutalnych filmów! po takiej terapii tylko idiota będzie nadal myslał o tyłeczku swojej kochanki. wyleczony obywatel wróci do domu, przytuli żonę i pobawi sie z dziećmi w chowanego

geje i lesbijki poddani państwowej terapii tuż po jej zakończeniu spluną tylko na swoja ohydną pedalską przeszłość i zaczną w pośpiechu wić heteroseksualne gniazdo. koniecznie ze ślubem, obrączkami i gromadą piskląt

a! jeszcze jedno. aby ustrzec przed nieokiełznaną euforią wszystkie żony i dzieci opuszczone przez mężów i ojców pragnę dodać, iz powyższa procedura jest w fazie testowania. na szeroką skalę zostanie wdrożona pod koniec bieżącego roku a pierwszych skruszonych byłych mężów pukających do waszych drzwi z miłością i kwiatami możecie spodziewac się na przełomie pierwszego i drugiego kwartału 2014




wtorek, 30 października 2012
No Fak Znowu
NFZ :/

chyba staję się regularną pacjentką. tym razem łokieć prawej ręki od 3 miesięcy odmawia mi posłuszeństwa. szlag mnie zaczął trafiać, bo drzewa rąbać nie mogę ;) zdobyłam skierowanie, zrobiłam rtg i dostałam się do ortopedy w ramach NFZ

miałam numerek 11. przyszłam wcześniej, ale ku mojemu zdziwieniu ortopeda przyjmował w tempie ekspresowym. żadnego pitu pitu. 11 osób, 11 minut

wchodzę

ortopeda: slucham. co dolega?

ja: obawiam się, że pesel

ortopeda: (sprawdza pesel) widywałem gorsze

ja: łokiec mnie boli

ortopeda: (ogląda zdjęcie, potem chwyta mnie za rękę, wykręca na różne strony) boli?

ja: nie. ale szklanki nie mogę unieść na przykład. i podnosić ręki

ortopeda: jak długo boli?

ja: z trzy miesiące

ortopeda: czy przeciążała pani rękę?

ja: oprócz przerzucenia tony brykietu oraz zakręceniu 200 słoików zapraw - nie

ortopeda: dobrze. czyli już znamy przyczyny. prosze nie przerzucać brykietu ani nie robić zapraw

ja: tak jest

ortopeda: (diagnozuje zapalenie przyczepów jakichśtam) tutaj wypisałem leki a tutaj skierowanie na rehabilitacje

ja: (nieśmiało) mam jeszcze jedno pytanie... poza konkursem...

ortopeda: tak?

ja: (wyciągam z przepastnej torby zdjęcia śruby w piszczeli) mam pytanie czy to wszystko trzeba usunąć czy tylko rygle?

ortopeda: (zerka) ale to nie jest łokieć?

ja: no nie...

ortopeda: a skierowanie na co pani miała?

ja: z pamięcią nie mam jeszcze problemów. na łokieć

ortopeda: no właśnie. NFZ zajmuje sie jednym schorzeniem podczas jednej wizyty

ja: ale ja mam dwa schorzenia

ortopeda: w takim razie prosze umówic sie na drugą wizytę aby przedstawic drugie schorzenie

ja: (bardzo nieśmiało) dobrze. ale mimo wszystko zadam panu pytanie czy łaskawie nie zechciałby pan spojrzeć i orzec czy należy to wszystko wyjąć. cały śrubunek znaczy

ortopeda: dobrze. potraktuję to jako pytanie poza konkursem (bierze zdjęcie i ogląda) tak. wszystko. wyrzucić

ja: a gdzie pan by poszedł z tym żelastwem?

ortopeda: na przykład do szpitali (i wymienia)

ja: najbliżej mam (wymieniam szpital)

ortopeda: ooo tam to pani będzie czekać z 10 lat na operację

ja: no dobrze, a w tych szpitalach, które pan wymienił?

ortopeda: tam tylko z rok. no może dwa. ale pociesze panią. to jest tak prosty zabieg że tutaj (wskazuje na kozetkę) mógłbym go wykonać

ja: rozumiem, że pan go nie wykona wyłacznie z braku porządnego młotka, żeby mnie znieczulić?

ortopeda: można to tak ująć. ale wracając do łokcia - bo o tym przyszła pani rozmawiać - proszę jeszcze dziś jechac zapisac się na zabiegi bo najbliższe terminy moga byc na styczeń, luty

ja: na zwykły łokieć?? przecież mnie teraz boli

ortopeda: a myśli pani że kogokolwiek to obchodzi?




Tagi: nfz
23:22, anulina
Link Komentarze (11) »
niedziela, 28 października 2012
biegać każdy może
pomyśl co przychodzi ci do głowy kiedy słyszysz hasło 'bieganie'?
jeszcze kilka miesięcy temu, ja, wuefowa lebiega, byłam święcie przekonana że przebiegnięcie 200 metrów równa się wypluciu płuc. do autobusu niestety biegać nie muszę (ale jako pokorna istota wiem, że mogę w każdej chwili zacząć) więc moja kariera biegaczki skończyła się w liceum, zanim się jeszcze zaczęła. moim największym osiągnięciem w kwestii biegania było wykorzystanie nieuwagi nauczycielki od wuefu i podbiegnięciu ok. 30 m w kierunku mety, kiedy to rzeczona nauczycielka zdjęła na moment ze mnie wzrok. 200 m zaliczyłam w czasie lepszym niż koleżanka o ksywce Zwierzak - klasowa wuefowa prymuska. babka od wuefu była w takim szoku, że kazała mi wyczyn powtórzyć (chyba pobiłam wtedy rekord europy, a może i świata?) a ja, pozbawiona możliwości podbiegu (wuefistka była już czujna jak pantera) pełzłam przez metry jak śnięty ślimak (czyli jak to zwykle ja) a swoj wynik skomentowlam krotko: nic dwa razy sie nie zdarza.
pare miesięcy temu, w ramach wieczornego wyjścia z domu (o! moja nudna jak flaki z olejem codzienna egzystencjo!) postanowiłam zrobić sobie przebieżkę. pamiętam, że tego dnia Micho sie wściekał, że on żadnych durnych wypracowań pisał nie będzie - oddał w szkole pustą kartkę, a Michalina nie mogła się zdecydowac co zje na kolacje i płynnie przeszła w stan awantury - postanowiłam na chwilę uciec od wszystkiego. mama idzie biegać - rzuciłam. nie mam telefonu i macie przez pół godziny siedzieć jak trusie!!  i wybiegłam. i biegłam. zapomniałam o wypracowaniu, kolacji, tostach, polu trapezu i stroju galowym na środę. dyszałam jak stary dyszel. musiałam pomaszerować chwilę. potem znowu bieg. myślałam że trzustke wypluję. i jelito cienkie. nie wiem, czy to było przyjemne. przyjemnie to było wyjść z domu. dyszeć, biec i nie myśleć.
jak wróciłam - o matulu. pod miotłą siedziały. mamusiu już napisałem. mamusiu, już sobie zjadłam kolację. mamusiu to, mamusiu tamto. dobrze wam tak dziady jedne, pomyślałam sobie i nic nie mowiłam a one chodziły jak zegarki.
następnego dnia wyszłam już planowo. i następnego. i następnego. potem moja śruba zaczęła marudzić. jakoś przestała. operacja majaczy na horyzoncie więc luz. na razie dystans taki, jak kot napłakał. ale ja jestem dumna. żadnej zadyszki. po prostu biegnę. mijam innych biegających, kiwamy sobie niczym na mazurach żeglarze :) życie to dopiero potrafi zaskakiwać. jeśli masz wyłącznie takie rozrywki jak ja czyli po robocie wieszanie prania, przeglądanie lodówki pod kierunkiem porannych kanapek do szkoły i zapewnianie bibuły na plastykę - radzę bieganie. a jeśli myślisz, że po 200 metrach wyplujesz wątrobę, to witam w klubie. i zapewniam: nie wyplujesz :) to ja mówiłam. wuefowa lebiega


wtorek, 03 lipca 2012
NFZ RTG CHM
w związku z tą przygodą chodzę teraz po lekarzach aby pozbyć się zbędnego żelastwa. ponoć blokuje mi stawy i trza odryglować. rozpoczynam swoją przygodę z NFZ. najpierw należy wykonać RTG. lekarka rodzinna ogląda mi lewą kończynę i pisze skierowanie. przemieszczam się kilka gabinetów dalej, w kolejkę połamańców, staruszków i emerytów wyczekujących do pracowni RTG. w końcu siadam na stole do RTG i wyciągam lewą kończynę. już chcę jej powiedzieć aby się uśmiechnęła, bo zdjęcie będzie a tu nagle widzę że babka od rentgena ino kolano szykuje do foci. wygląda jak żmija. kojarzy mi się ze sklepem mięsnym za komuny. wredna małpa

ja: ale tam też (wskazuję na kostkę) są śrubki

małpa: (wrednie) kolano ma być

ja: (nieśmiało) kolano i kostka

małpa: (jeszcze bardziej wrednie. prawie wrzeszczy) skierowanie tu mam! tylko na kolano!

ja: (złażę ze stołu. mamroczę) to ja pójdę z powrotem do lekarza i zapytam...

małpa: (patrzy na mnie jak na idiotkę i robi minę sprzedawczyni z mięsnego)

po godzinie wchodzę znowu do mojej lekarki

ja: (naświetlam temat)

lekarka: no niestety ja nie mogę dać skierowania na więcej czyli teraz zrobi pani tylko kolano

ja: a może kolano i kostka razem, na jednym zdjęciu?

lekarka: aparat RTG jest za mały

ja: to co z kostką?

lekarka: (myśli) no... za pół roku pani zrobi

ja: (czuję we wszystkich kościach i śrubach klimat NFZ) ale jak...? mam czekać pół roku na kolejne zdjęcie?

lekarka: albo niech sie pani zapisze do ortopedy. czeka się chyba z cztery miesiące. będzie dwa miesiące szybciej!

ja: (zajebiście...) to poproszę skierowanie na odpłatne RTG

w pracowni RTG wredna małpa widzi mnie ponownie i nie jest zadowolona. przekazuję jej dwa skierowania. siadam znowu na stole

małpa: (podaje mi ołowiany kocyk) jajniki zakryje

ja: (przykrywam i mruczę) nie zamierzam już korzystać z ich usług

małpa: (z politowaniem) w wieku rozrodczym jest! dokładnie przykryje jajniki!

ja: (szczelnie owijam jajniki)

małpa czyni swoją powinność. odbieram focie

małpa: (do koleżanki) ależ ma żelastwa w kończynie



a żelastwo jest i ma się dobrze ;)



instrumentarium CHM. imbusami będą mnie kręcić


14:40, anulina
Link Komentarze (15) »
sobota, 28 kwietnia 2012
styliści wizerunku

jakis czas temu z moim bratem nabijaliśmy się z osobistych stylistów. przypadkiem w necie wleźliśmy na strone jakiegoś stylisty, a potem po sznurku byli już sami personal szoperzy

personal szoper to taki specjalista, co to idzie z tobą do sklepu, wydaje twoje pieniądze i za wydawanie tych pieniędzy sam bierze pieniądze. godzina personal szopingu kosztuje minimum stówe, a jedna sesja to minimum trzy godziny - personal szoper jak już wychodzi z domu to po coś, a nie po nic

dla masochistów jest też usługa pt szafa, która polega na tym, że stylista ogląda wszystkie nasze łachy i na końcu wydaje dwa wyroki. na prawo leżą ciuchy jak cie moge, na lewo śmietnik. oczywiście wynik przeglądu ciuchów jest odpowiednio ubrany w słowa - klient ma sie na końcu cieszyć perspektywą zakupu wreszcie odpowiedniej garderoby (w towarzystwie personal szopera, ma sie rozumieć)

koszt skompletowania podstawowej szafy to bagatela dwa tysiaki. bez butów i dodatków! jeden dodatek potrafi czasem kosztować tyle, co pół szafy

tuż po dokładnym obśmianiu tematu z bratem, dostałam służbowego maila z zaproszeniem na szkolenie. i jakież było moje zdziwienie kiedy (już na szkoleniu, bo szczegółów nie doczytywałam) okazało się, ze prowadząca jest osobistą stylistką i personal szoperką! szkolenie miało dotyczyć dres kodu w byznesie...

najpierw obejrzeliśmy udane i nieudane stylizacje celebrytów (kojarzyłam tylko michel obamę i scarlet johansson). pani stylistka długo rozwodziła sie nad stylem polskich celebrytów, który osobiście mam bardzo głęboko w bardzo ciemnym miejscu, wymieniała jakieś nazwiska gwiazd z seriali, opowiadała gdzie je widziała tj w jakiej galerii czy knajpie w warszawce i opisywała ich bajeczne stylizacje. ziew

potem nadeszła najciekawsza część - konsultacje indywidualne. przebierałam nogami z ciekawości. uwaga: jestem typem wiosna/lato (cokolwiek to znaczy :D mam (tutaj chyba pani stylistka liczyła na szybkie i łatwe zdobycie klienta!) no więc mam 'śliczną twarz która mnie ubiera' (ledwo przez klawiaturę mi to przeszło...), pasują mi wszystkie kolory - przykładała mi w okolice twarzy różnokolorowe szmaty  spoglądając okiem eksperta...

powiem tak - konsultacja była naprawdę miła. jak to moja kumpela określiła - tylu komplementów przez całe życie nie słyszała co podczas tych dziesięciu minut. może czasem warto zapłacić parę stów żeby ego w kosmos poleciało na kilka godzin

z trendowych njusów:

kolor czarny wyszedł dawno z mody. w byznesie nadaje sie wyłącznie na wieczory bowiem w świetle dziennym fatalnie komponuje się z ciałem/twarzą. postarza bardzo. ach
ponadto kolor czarny zarezerwowany jest na pogrzeby i dla personelu obsługującego w restauracjach, hotelach itp...

niestety, nie mam lepszych wieści dla koloru brązowego. kolor brązowy to kolor biedoty! brązowy garnitur jest ponoć szczytem wiochy*. pani stylistka co prawda ubrała ten brązowy garnitur pięknie w słowa ale chodziło dokładnie o to

jeśli piastujesz wysokie stanowisko to rejbenki musisz mieć ponieważ na początku każdego bardzo ważnego spotkania (sikałam, bo pani mowiła to bardzo poważnie) jego uczestnicy przez kilka sekund 'lustrują dodatki' współuczestników. oceniają pewnie czy ta sama półka, śledzą najnowsze trendy dodatków, słowem pławią się w dolczegabanach

każda uczestniczka szkolenia dostała spis masthewów tj. niezbędnych łachów w szafie - z tabelką do zaznaczenia 'mam' i 'dokupię' oraz coś niezbędnego do portfela: karteczkę z typem posiadanej figury i ciuchami, na które należy polować. taka mała biblia. masthewami są obecnie: torebka kopertówka i ołówkowa spódnica

poniżej moja sylwetka... ta pani jest naprawdę cholernie miła



po drugiej stronie jest lista zakupów. w końcu z niej pewnie skorzystam. nie wiem tylko czy panie na targu gdzie po te ciuchy pójdę będą miały ochotę wysypywać cały towar ze swoich badziewiar, bo jakaś paniusia szuka spodni cygaretek albo asymetrycznie wiązanego kardiganu


* słowo wiocha zostało użyte w znaczeniu potocznym, gdyż jako mentalny rolnik uwielbiam klimaty wiochy. ostatnio zakupiłam nawet obornik bydlęcy, podlinkuję tutaj jak tylko opiszę moją przygodę z tymże obornikiem


środa, 21 marca 2012
praw rodzicielskich cd

już się zdawało że sprawa przyschła. obrosła twardym strupkiem, który lada moment miał odpaść. moje prawa rodzicielskie pozostały w całości, nie ograniczone choćby na pół milimetra. aż tu nagle...

od stycznia miałam nową opiekunkę. babki na co dzień w ogóle nie widziałam, odbierała mi córkę ze szkoły i wychodziła o 17. ja wracam zawsze pare minut po 17. zwykle już jej nie było

w zeszłą środę sms

pani Aniu prosze o wypłate pienionżkow jutro. mam komunie syna wiec potrzebuje tesz pienionżki za kwiecien. prosze pilnie o odpowiedz!!!

te wykrzykniki mnie zdżaźniły, podobnie jak wypłata pienionżków za kwiecień. odpisałam grzecznie, że w połowie miesiąca mogę zapłacic połowę, a na koniec resztę. a za kwiecień w kwietniu. nadszedł sms

pani Aniu ja myslałam ze nasza wspolpraca opiera sie na zaufaniu!!!!!! ja pani wszystkiego nie licze!!!! prosze odpowiedziec kiedy minie połowa miesionca!!!

ooo. to ciekawe. zapytałam czego mi nie liczy. okazało się, że 'dojazdów autobusem do i ze szkoły', które nota bene byly wliczone w usługę

dobrze. trudno. pomyślałam. znajde sobie kogoś innego. ton smsow troche mnie zaniepokoił i szczerze mówiąc na samą myśl że ta osoba ma nazajutrz odebrać moje dziecko i wejśc do mojego domu - miałam złe przeczucie. napisałam więc smsa że jutro ma nie przychodzić. nie było to jeszcze wprost zrezygnowanie z jej usług. często zdarzało się, że pisałam że sama odbiorę dziecko. nic z kasy jej nie odliczałam w takich przypadkach, płaciłam za 'gotowosć'. ona jednak odebrała moją wiadomość jako rezygnację z jej usług. i poszła po bandzie:

od poczontku wiedziałam, że jest pani oszutstkom!!! jutro składam zawiadomienie do MOPS ze jest pani alkocholiczkom i trzeba pani odebrać dzieci!! ponatto pani dzieci nie jedzom ciepłego posiłku po powrocie do domu!! mam dowody!!! wszystko nagrałam!!!

no to sie wreszcie wyda, że jestem alkoholiczką... skoro 'są dowody i nagrania'... do tego te ciepłe posiłki... teraz Wysoki Sąd nie powinien już mieć żadnych wątpliwości!


10:39, anulina
Link Komentarze (16) »
czwartek, 01 marca 2012
decyzja Wysokiego Sądu

no niech mi ktos powie, że sądy są opieszałe to za kazikiem !@#$^&**(*(%$#@ z laczka i poprawie z kopyta!

wracam z pracy, otwieram skrzynke a tam awizo. polecone mam do skrzynki wiec to musi byc za potwierdzeniem odbioru. czyli sąd wysoki! biegne na poczte i poce sie w kolejce allegrowiczow wysyłających paczki, przesylki i towary (moj Tata szczerze ich nienawidzi, czyli mnie tez nienawidzi bo z allegro korzystam namiętnie)

przecież dopiero co lizałam znaczek, a tu już odpowiedź??

sygnatura akt: 67383993725RFW93873TYW208497GHI988766OUT

dotyczy: wniosek o odebranie praw rodzicielskich Wnioskodawczyni

w związku z otrzymanym wnioskiem, po dogłębnej jego analizie Wysoki Sąd stwierdza co następuje:

- sen jest bardzo istotny dla dzieci, o czym Wnioskodawczyni zdaje się nie zdawać sobie sprawy. Wysoki Sąd domniemuje, iz Wnioskodawczyni jest niedostatecznie zorganizowana. nalezy budzic dzieci codziennie 10 minut później, a w skali roku szkolnego zyskują około 40 dodatkowych godzin snu

- aby zapewnic dzieciom odpowiedni poziom posiadania, Wnioskodawczyni powinna zwrócic się do instytucji typu provident. usmiechnięta pani przyniesie pieniadze na ajpada i plejstejszyn

- zdobienie ciała jest bardzo pierwotne. ślady rytualnego zdobienia ciala zauważono już u ludzi mieszkajacych w jaskiniach. naukowcy napisali wiele rozpraw na ten temat. fakt, iz Wnioskodawczyni zdobi ciało oznacza wyłacznie to, ze drzemią w niej pierwotne instynkty

- niestety Wnioskodawczyni nie przeczytała chyba na drzwiach szpitala, w którym wydała na świat swoje dzieci kartki z napisem: REKLAMACJI NIE UWZGLĘDNIA SIĘ. w temacie metod wychowawczych polecamy obszerną literaturę amerykańską

- za używanie słów niecenzuralnych w obecności funkcjonariusza publicznego grozi kara mandatu do wysokości 5000 zł

- spożywanie alkoholu w ilościach umiarkowanych przynosi dochód państwu polskiemu, a więc jest wskazane. Wysoki Sąd wyraża nadzieję, iż Wnioskodawczyni równiez pali tytoń (oczywiście w ilosciach umiarkowanych)

- za ukrywanie się grozi kara wyłącznie wówczas kiedy obywatel jest poszukiwany listem gończym lub ścigany przez urząd skarbowy

w związku z powyzszym Wysoki Sąd nie widzi wskazań do ograniczenia lub odebrania Wnioskodawczyni praw rodzicielskich

niestety istnieją przesłanki do pociągnięcia Wnioskodawczyni do odpowiedzialności karnej za:

- odurzanie się substancjami niedozwolonymi. okolicznościami łagodzącymi jednakowoż są dwa fakty: Wnioskodawczyni się nie zaciągała oraz zażywała te substancje kilkanaście lat temu - mozliwośc przedawnienia

- kradzież. Wysoki Sąd oczekuje na złożenie obszernych wyjaśnień w sprawie skradzionej surówki. należy podać miejsce, z którego się skradło, składniki oraz dokładną wagę przedmiotu kradzieży. Wysoki Sąd przypomina, iż wg prawa kradzież do wartości 250 zł jest wykroczeniem. powyżej 250 zł zaś - przestępstwem. jeśli kradzież dotyczyła surowki z trufli z szafranem - to biorąc pod uwagę rynkową cenę kilograma trufli oraz kilograma szafranu, a następnie przeliczając to na 20 dekagramów, możemy mieć do czynienia z przestępstwem

podpisano: Wysoki Sąd





19:47, anulina
Link Komentarze (14) »
niedziela, 26 lutego 2012
samokrytyka

czyli wniosek o pozbawienie praw rodzicielskich nieodpowiedzialnej jednostki społecznej

taaa czasem robię użytek z tej okrągłej części ciała przyczepionej do szyi. wbrew wszelkim pozorom. poszłam więc po rozum do tejże części (a nóż widelec łyżka ten rozum tam będzie!) i doszłam do wniosku, że w świetle poniższej zagorzałej dyskusji poniżej muszę przemyśleć swoje macierzyństwo. od dawna wiem, że matką-polką nie jestem, ale że jest ze mną aż tak źle uświadomili mi co poniektórzy komentatorzy

jako praworządna obywatelka, która pracuje, płaci podatki i nie kradnie (no dobra. 10 kremów nivea w 5 klasie podstawówki ukradłam. poszło o zakład. wygrałam, ale rodzice dali mi 3 pasy na dupe i kazali zwrocic kremy i przeprosic... oraz 20 dkg surówki na 3 roku studiow, które buchnęłam w sklepiku u pana plerezy - to akurat płazem mi uszło) postanowiłam gruntownie przemyśleć temat. myślałam i myślałam. zapadałam się coraz bardziej w głebokim fotelu, przygniatana ciężkimi wnioskami przemyśleń. tak. zrobię to. muszę. jestem beznadziejną matką. moim dzieciom zapewne dużo lepiej będzie w placówce opiekuńczo-wychowawczej niż ze mną... sama to zgłoszę Wysokiemu Sądowi i opiszę ze szczegółami. mam nadzieję, że po dogłębnej analizie mojego wniosku Sąd Wysoki podejmie właściwą decyzję. jedyną właściwą

zaopatrzywszy się w papier kancelaryjny (oczywiście przez szacunek do Wysokiego Sądu) siadłam i złożyłam obszerną samokrytykę

dotyczy: wniosek o odebranie praw rodzicielskich mi

Wysoki Sądzie,

jako samotna matka wychowuję dwójkę dzieci. poniżej przedstawiam argumenty, które powinny przekonać Wysoki Sąd do mojego wniosku

1. od poniedziałku do piątku budzę moje dzieci o godzinie 6.15. przecież to jest nieludzkie! kieruję się przy tym bardzo niskimi pobudkami (tychże pobudek) - mianowice: muszę zdażyć do pracy. zdarza się nawet (o zgrozo!) że moje dzieci zostawiam przed szkołą! do pracy mam 70 km. szkoła otwiera podwoje o 7. niejednokrotnie dzieci są pod szkołą o 6.45 i czekają na panią woźną aby otworzyła im drzwi

2. nie zapewniam moim dzieciom odpowiedniego standardu życia. płaczą (a czasem nawet tupią nózkami!) że nie mają ani plejstejszyn ani ajpada!

3. zmuszam dzieci do odrabiania lekcji. przecież dziecka nie można narażać na stres! zwlaszcza mój syn musi być przeze mnie bardzo nieszczęśliwy, bo zdarzyło się że o godzinie 21 wyciągnęłam go z łóżka (prawie siłą...) i kazałam odrobić historię

4. jestem obdziarana (tfu, co to za matka!) tatuaże mam co prawda w miejscach niewidocznych na co dzień ale mam! sam fakt! mój syn też chciałby mieć tatuaż. a ja? zamiast: synuś, mamusia w młodości popelnila kilka błędów, mówię: jak będziesz zarabiał to zrobisz sobie tyle tatuaży ile tylko zechcesz. przyznaję, to jest patologia. trzeba ją wykorzenić. a i jeszcze mam pirsing. tu i tam. wiem. wyrodna matka. a się uchowała

5. kiedy mój syn zaczyna uprawiać swoje 'zachowania wymuszające' (przykład: nie odrobi matematyki. zaczyna wrzeszczeć, że nauka jest bez sensu i nie bo nie! a następnie barykaduje się w pokoju, zasuwa drzwi cięzką szafą i krzyczy:i co mi zrobisz?!) to ja zamiast natychmiast wsadzić go w auto i jechać do szpitala w celu złożenia reklamacji: NIE TAKIE DZIECKO CHCIAŁAM! PROSZE JE WYMIENIĆ NA GRZECZNY MODEL! mówię spokojnie, że ma 5 minut na odsunięcie szafy, a potem pomogę mu z historią. on dalej wrzeszczy - no powinnam jak nic oddać go do reklamacji albo przynajmniej do naprawy, bo ewidentnie się zepsuł, a ja co? Michal, masz jeszcze 3 minuty. chętnie ci pomogę, zawołaj mnie jak bedziesz gotowy. Wysoki Sądzie, w placówce opiekuńczo-wychowawczej na pewno bedą bardziej skuteczni!

a! kiedy mój syn wrzeszczy: ucieknę z tego domu i nie będę musiał juz się uczyć! mówię spokojnie, prosze bardzo! przypominam mu, żeby tylko zabrał klucz bo jak przyjdzie mu do głowy wrócić, a ja będe w pracy to pod drzwiami zakwitnie

6. używam sobie czasem brzydkich słów. nie przy dzieciach, ale CO ZE MNIE ZA MATKA! jak ja mogę funkcjonować ze świadomością, że jestem matką a mówię 'kurwa' albo (niestety) 'pizda'? przecież dobra, kochająca i opiekuńcza matka dba o wspaniałą polszczyznę ZAWSZE, a nie tylko wtedy jak dzieci są w pobliżu. ponadto nie oburzam się święcie, kiedy Micho przynosi ze szkoly teksty w stylu: twoja stara to afryka, a twój stary po niej bryka', a Misia 'mamo, a Jasio mowi chuj i musi wyjść wtedy z klasy'. tłumaczę, że nie wolno im uzywać brzydkich słów. dodaję jednak, że dorośli mogą używać tych słów, są one częścią naszego wspaniałego języka. mam więc niewystarczające poczucie odpowiedzialności, a to skreśla mnie jako pełnoprawnego rodzica. dodam uczciwie, że moje dzieci w domu NIE UŻYWAJĄ W OGÓLE BRZYDKICH SŁÓW. co prawdopodobnie wcale nie czyni ze mnie lepszej matki...

7. wieczorkiem lubię wypić kieliszek lub (jesu...) dwa kieliszki wina. przyznaję się bez bicia, że piję w kieliszku a moje dzieci... obserwują tę patologię. co więcej, ostatnio grzeję sobie wino (zimno w chacie, kolejny argument za odebranie mi prawa wychowywania dzieci, nie zapewniam ustawowych temperatur) no więc grzeję wino a dzieci: mamo, śmierdzi to wino! narażam młode organizmy do wdychania oparów (tam może być alkohol, w tych oparach znaczy!)

8. raz na pół roku chcę odpocząc od dzieci i bezczelnie uważam, że tydzien bez dzieci (az raz na pól roku!) należy mi się jak psu miska. wtedy jestem nawet gotowa ukryć się w zimnej pralni i udawać że mnie nie ma. albo że jestem w egipcie. Wysoki Sądzie, tak. to prawda. ukryłam się. o żałosna matko! - zakrzyknie pewnie czytający ten wniosek. rozumiem. mam nawet skórzany pejczyk do samobiczowania i robię to teraz zawzięcie, z poczuciem winy. co oczywiście nie zmienia faktu, że zrobiłabym to raz jeszcze (za poł roku) i własnie to przekonanie absolutnie dyskwalifikuje mnie jako dobrą, czułą i kochającą matkę

Wysoki Sądzie, mam nadzieję, ze powyższa argumentacja wystarczy do odpowiedniego rozpatrzenia wniosku. muszę dodać jeszcze (żeby obraz był pełen) że NIESTETY nie upijam sie, nie ćpam. ba, nawet dopalaczy nie używam. ale (mam nadzieję ze to pomoże!) w przeszłości, za studentki, upiłam sie dobrych parę razy, paliłam też maryśkę (ale się nie zaciągałam!) i jeździłam bez biletu

z głębokim poważaniem dla Wysokiego Sądu
ja obywatelka
taka-sobie-matka
anna s.


dobra. w kopertę. znaczek. stempel. wysłałam. czekam na decyzję Wysokiego Sądu. jako karna obywatelka, przyjmę ja bez szemrania. wszystko oczywiscie dla dobra dzieci!
19:08, anulina
Link Komentarze (23) »
poniedziałek, 20 lutego 2012
kryjówka
czyli pralnia jako Egipt

dzieci wyjechały do taty na ferie. ja zaplanowałam w tym czasie urlop i wiele czynności, na które codziennie nie mam czasu:

- posprzątać pralnie i garaż
- uporządkować zabawki Misi
- ogarnąć prania, pościele itp
- pochodzić codziennie na basen
- obejrzeć kilka filmów
- przeczytać książkę Fallaci i Wałęsowej
- odmóżdżyć się przy kilku głupawych gierkach w necie

i wszystko byłoby super, gdyby nie Pewna Osoba. uparła się, aby dostarczyć mi Pewną Przesyłkę. nie mogę tej Przesyłki odebrać do niedzieli, mam plany (powyżej) a Przesyłka wyklucza ich realizację

Pewna Osoba uparła się. w drugim dniu wolności (dzieci wyjechały w sobotę) otrzymałam wiadomość na pocztę głosową. nie odsłuchałam, ale wiem że chodziło o dostarczenie Przesyłki. napisałam sms: nie ma mnie w poznaniu. dostarcz przesyłkę w niedzielę za tydzień

niestety, Pewna Osoba uparła się. dodam, że dostarczyć tę Przesyłkę można wyłącznie osobiście mnie. wieszam sobie pranie w prali. ponieważ muszę oszczędzać, zawsze gaszę za sobą światło. no więc rozwieszam majtki w pralni i słyszę... walenie do okna. no nie! Pewna Osoba przejechała 200 km żeby dostarczyć Przesyłkę, pomimo że wyraźnie napisałam, że nie ma mnie w poznaniu! w odruchu bezwarunkowym zgasiłam światło w pralni. Pewna Osoba na pewno przelezie na tyły domu aby sprawdzić czy się tam nie ukrywam... na szczęście w kieszeni polaru miałam telefon. wyciszyłam go szybko. dzwoni. nie odbieram. jest mi zimno. pralni nie ogrzewam. ba, mam caly czas uchylone okno. niech się wietrzy i nie zagrzybia. znowu telefon. znowu nie odbieram. zaczynają się smsy: jestem pod twoim domem. wyjdź i odbierz Przesyłke. odpisuję: nie ma mnie. włażę do garażu i dzwonię do sąsiadki obok prosząc, aby poinformowała Pewna Osobę (jesli do niej zapuka) że przez kilka dni jestem wyjechana, a ona ma zlecenie na karmienie kotów. kończymy rozmowę. po trzech minutach sąsiadka oddzwania, ze Pewna Osoba już u niej była. zgodnie z umową przekazała ustaloną informację. za chwilę dzwoni brat. ty, dzwoniła Pewna Osoba, chce mi przekazać twoją Przesyłkę! nie możesz jej odebrać! - odpowiadam. dzwoni sąsiadka. Pewna Osoba właśnie odjechała. lecę na górę po ciepłą odzież, kołdrę i koc. wszystko po ciemku. Pewna Osoba pewnie teraz czai z oddali i czeka aż zapalę światło. dzwoni mama: co się dzieje? Pewna Osoba dzwoniła, że chce jej dziś dostarczyć Przesyłkę! jesu, to jest 250 kolejnych kilometrów. mama odpowiedziała, że moich Przesyłek nie odbiera. wracam do pralni z ekwipunkiem taternika. wyściełam wannę kocami, włażę, przykrywam się kołdrą i obmyślam plan. dzwoni brat, ze Pewna Osoba przedarła się przez zasieki domofonu i wali mu w drzwi. brat ma małe mieszkanie. szepcze, aby Pewna Osoba nie wykryła jego obecności w domu. rozłączamy się. plan już obmyśliłam. jestem w egipcie. pomysł wpadł mi od egipskich ciemności, które zalegały. temperatura była jednak daleka od egipskich realiów. walenie w okno. Pewna Osoba nie odpuszcza. piszę sms: jestem w egipcie. odpowiedz: taaaa. na całe szczęście internet jest teraz wszędzie. nawet w moim telefonie. szukam jakiś fot z egiptu.mam. wysyłam. po chwili sms: ty (taka owaka) z kolejnym fagasem tym razem do egiptu pojechalaś! Pewna Osoba nie przebiera w słowach. co prawda 'kurwa' nigdy nie powie (bo to przecież brzydkie slowo jest!) ale uprawia chamstwo w białych rękawiczkach. fagas... rozglądam się. ciemno. naweł połowy złamanego fagasa nie ma wokół. kolejne smsy. jestem taka i owaka. i jeszcze sraka. i mam natychmiast odebrać Przesyłkę! wysyłam kolejną piękną fotę z pozdrowieniami z egiptu. moszczę się pod kołdrą w wannie. kolejny sms. podobny do poprzednich. tym razem (o żałości!) otrzymuję treść w deseń: jesteś starawa, brzydka, miałaś 2 mężów i 100 kochanków! uuuuu pojechało sie Pewnej Osobie. musi mnie nie lubić! pewnie tych kochanków zazdrości... liczę sobie kochanków i nijak mi cyfra nie pasuje...  Pewna Osoba grozi jeszcze, że będzie pod moim domem do czasu, aż się pojawię (dodaje oczywiscie kolejne miłe słowa). życzę powodzenia i włączam sudoku w telefonie. gram z godzinę. sąsiadka dzwoni, że auto odjechało. przezornie gram w ściankę jeszcze pół godziny. potem wyłażę z wanny-egiptu.

powiem wam, że zimno w tym egipcie jak cholera. i ciemno. a dupie mam takie wczasy. wolę krajowe. cały wieczór organizuję sobie krótki wyjazd, gdzieś w pobliżu. chatynka, komp, gazety i ja. bo Pewna Osoba może w każdej chwili znowu się tutaj pojawić... a ja do niedzieli NIE MOGĘ odebrać tej Przesyłki...




14:35, anulina
Link Komentarze (63) »
wtorek, 22 listopada 2011
67 lat. i wieczny odpoczynek

emerytura była dla mnie długo jak ufo. gadają, ale sama przecież jej nie zobaczę. jestem młoda piękna i emerytura mnie nie dotyczy. pisma z zusu wpinałam do segregatora bez uprzedniego czytania, bo i po co? emerytura jest dla starych ludzi. ja nie mam z nią nic wspólnego. zus jest dziurawym wiadrem, żrą wszyscy tylko nie emeryci. historie o babciach i dziadkach, którzy mają po 800 zł i muszą wybierać: pożywienie bądź leki - krążą sobie, ale ja przecież jestem młoda, będę jeszcze długo pracować a emerytura nawet nie majaczy na horyzoncie

tak sobie żyłam w błogostanie pozaemeryturowym. w psychicznym dobrostanie. aż tu nagle pan premier wygłosił expose

owo expose zbiegło się chyba z początkiem mojego kryzysu wieku średniego. tenże kryzys, podobnie jak emerytura, dotyczył wielu osób które znam. ale nie mnie

w radiu gadali cały dzień, expose itepe a ja uparcie lily allen maria awaria i stare dobre ONA. w pewnym momencie poczułam dziwny niepokój. emerytura, podatki... czyżby chodziło też o mnie? jeszcze próbowałam ignorować medialną wrzawę, ale wieczorem włączyłam wiadomości i zapoznałam się ze szczegółami. i dół. nora. dolina. wygrzebałam z segregatora ostatnie pismo z zusu. kurwa ile dostane? ja pierdole, czy to są jakieś żarty?!

nie, to nie są żarty. jeśli dam radę dociągnąć aktywnie zawodowo do 67 roku życia, jeśli mój mózg się wcześniej nie zlasuje, jeśli nie umrę na zawał, raka czy udar - przejdę na emeryturę. to już poczytam sobie za sukces. niestety, bardzo pozorny. wpierdalanie bułek z margaryną nie brzmi zachęcająco. jeśli będę statystyczna tj dożyję 80 lat (szczerze wątpię!) to czeka mnie 13 lat klepania biedy po chudej dupie

nie, ja nie mam skłonności do czarnowidzenia czy pesymizmu. a serio deprecha mi się włączyła. wstaję po 6, jestem w domu po 17. i tak od momentu kiedy skończyłam studia. i co? ano gówno

ale trzeba ratować nasz kraj! przed kryzysem! zaciskać pasa! żeby nie zbankrutować! banki rządy i giełdy nie mogą zbankrutować! my wszyscy musimy im pomóc. kochasz swój kraj? pomóż mu! sam zakończ swoje życie w najbardziej odpowiednim dla kraju momencie! słyszałam, że rząd drukuje już specjalne broszury dla przyszłych samobójców. z dobrze poinformowanego źródła wiem, że samobójstwo zalecane jest już po 60 roku życia (zwolnij miejsce pracy dla młodszych!). w broszurze znajdziemy również listę najbardziej skutecznych sposobów popełniania samobójstw. lista jest ponoć zerżnięta słowo w słowo z amerykańskich stron-poradników dla samobójców, ale w świetle konieczności cięcia kosztów jest to jak najbardziej zrozumiałe.
rząd oczywiście dba o swoich obywateli i planuje zatrudnić kilkuset psychoterapeutów, którzy będą pomagać podejmować decyzje o samobójstwie. jest nawet projekt 'spychania ze skały'. autorzy pozazdrościli mieszkańcom tybetu, którzy swoich stareńkich bliskich prowadzą na odludne skaliste miejsce i tam albo obserwują jak dziadyczka sam pomaga krajowi, albo mu serdecznie pomagają krajowi pomóc

niedlugo broszura trafi do wszystkich zakładów pracy i moje ulubione panie haerki będą obowiązkowo wręczały je każdemu nowemu pracownikowi jednocześnie informując o najskuteczniejszym sposobie popełnienia samobójstwa i wieku w jakim jest ono zalecane i wręcz wskazane








21:32, anulina
Link Komentarze (11) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 57
| < Wrzesień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
O autorze

link niesponsorowany

niedziela, godz 20 czasem tam gadam




web tracker



Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl





Feedjit Live Blog Stats