RSS
sobota, 27 listopada 2010
wymyślony narzeczony

byłam w sklepie tutaj. ot sklep zwykły najzwyklejszy. na łbie czapka z pobliskiego lumpeksu. w koszyku musztarda, 2 pomidory i chleb z miejscowej piekarni (tutaj monopolista)

- ej anulina! usłyszałam. nie zareagowałam gwałtownie tylko łypałam powoli na boki łyp łyp

- anulina ty tutaj grasujesz? teraz zauważyłam własciciela głosu. nie zdążyłam jednak go skontemplować, bo mowił do mnie dalej

- słuchaj, weź coś powiedz o tym niby narzeczonym, bo to ciekawa historia jest. wiesz, że ja czytam romanse? nie wygladam, co? a jednak. jeśli nie masz nic do powiedzenia, to wymyśl. ciekawa wymyślona historia jest czasem lepsza od prawdziwej nieciekawej

i oddalił sie chyłkiem, z czerwonym koszykiem z którego sterczała jakaś zielenina. ja dorzuciłam do koszyka jeszcze piwo marki X (spokojnie, nie będzie tutaj konkursu i nagród za wypisanie w komciach największej ilości zalet piwa) i chciałam cichaczem podreptać za miłośnikiem romansów ale zniknął. rozpłynał się gdzies między puszkami z kukurydzą a bulionowymi kostkami

zastanawiałam się jak mnie rozpoznał. to co publikuję w necie to przecież same fałszywki, zakupione za kilka marnych eurocentów. moj prawdziwy wizerunek jest publicznie nieznany. naprawdę, w tzw realu, jestem piekna zwiewna i czarująca. czesto pląsam też w poświacie księżyca tj jak widzę poświatę to natychmiast biegnę zapląsać. w sklepiku oczywiście byłam zakamuflowana w zgrzebną czapkę (skrzętnie skrywała burzę mych blond błyszczących puszystych nieprzesuszonych wlosów) oraz bury szal (z powodzeniem ukrywał gładź mojej szyi, jej nieskazitelną skórę bez sladów zmarszczek czy zęba czasu). osobnik ten, pomimo tak skomplikowanego wizerunkowego blefu, rozpoznał mnie bezbłędnie. i bezpardonowo zagaił. postanowiłam go odnaleźć. aby zbudować trochę dramatyzmu to powinnam teraz napisać: i zadać mu jedno pytanie, które nie dawało mi spokoju. ale nie napiszę tak, bo żadnego pytania nie chcę mu zadawać. chcę go po prostu wyśledzić w tym sklepiku. jak już go znajdę, to wtedy pomyślę. albo i nie pomyślę

a tzw narzeczony? hmmm ma sie dobrze... coś nie mam dnia na wymyślanie ;)

09:07, anulina
Link Komentarze (3) »
czwartek, 04 listopada 2010
na zadupiu życie płynie

ano płynie. deptak jest nawet, a co! na deptaku młode panny z wózkami strzelają oczami - cytując wieszcza, który nota bene sam sie nim obwołał. obok mieszkają dwie stareńkie panie. codziennie drepczą rano do kościoła, idą pomaleńku i zatrzymują cały ruch na pobliskiej przelotówce. Bamberka nawet sie zadomowiła. jest już pokrojona i pozszywana w środku, jej kocie liczne znajomości pozostaną więc bez jakichkolwiek konsekwencji. mogłam nawet foty strzelać podczas operacji, ale ograniczyłam sie do uwiecznienia jedynie przygotowania do krojenia. Michalina była zafascynowana i chętnie obejrzałaby cały spektakl. o dziwo, weterynarz nie wyrażał sprzeciwu. ja jednak wyraziłam stanowczy i opuściłysmy bloczek operacyjny zaraz po tym jak weterynarz z błyskiem w oku chwycił skalpel. a tutaj Bamberka w narkozie. nie wiedziałam, że oczy są otwarte. u ludzi też, co mnie zdziwiło bom medyczna ignorantka


wet oddał nam Bamberke jeszcze śpiącą, wybudzała sie w domu. całą impreze przeszła bez komplikacji

na zadupiu jest fajny park, stawek, kaczki i plac zabaw. latam tam z dzieciakami. festyn nawet zaliczyliśmy. orkiestra była, wata cukrowa i pstrokate zębate smoczysko


a. i nie kupujecie suplementów diety. w lokalnej gazecie pisali, ze to same oszustwa panie. nie odchudzają, nie leczą ino kosztują. jeszcze troche poczytam te gazety to sie dopiero dokształce! tak to jest. jak sie nie ma złota, miedzi i sie na zadupiu siedzi ;)


18:17, anulina
Link Komentarze (13) »
sobota, 14 sierpnia 2010
Bamberka cd i wiejskie klimaty

temat ciężarnej kocicy Bamberki porwał tutaj tłumy. zagorzałych miłosników zwierząt pragnę poinformować, ze wszystkie kotki znalazły dobre domy, są szczęśliwe, najedzone i głaskane.

umówiłam się równiez na sterylizację kotki, ale z powodu zastoju pokarmu temat sie opoznil, Bamberka brala hormony i wet kazał sterylizowac 'w polowie sierpnia'. i co? ano wurwa to, ze  nic jej nie zapisał anty, a za nią znowu koty sie uganiają! latają papcie i inne przedmioty, a zalotnicy podchodzą mimo wszystko :/ niechże minie weekend, a polece ją z ulgą pokroić. kolejne rozmnożenie nierasowego kota naraziloby mnie na publiczny lincz! a do tego przenosimy sie w wiejskie okolice wiec do linczu doszloby wytykanie palcami w miejscowym sklepiku! a sklepiki są tam naprawde z klimatem! poniżej sklep, w którym kupiłam Michowi kanapę

jestem po prostu zachwycona! do zrzygania doprowadzaly mnie dyskusje znajomych nad wyższością starego browaru nad galerią malta. teraz zamierzam 'bywac' swojsko. bywajcie ;)

16:46, anulina
Link Komentarze (21) »
czwartek, 22 lipca 2010
Polarny, foczki i czujna Żona

przeczytałam note Polarnego i spieszę objasnic kilka spraw. mądram, bom akurat po lekturze ‘dlaczego mężczyźni nie słuchają, a kobiety nie umieją czytać map’

Autorzy Allan i Barbara Pease wyjaśniają zjawisko, o którym pisze Polarny. Jak wiemy, w zamierzchłych jaskiniowych czasach mężczyźni polowali, a kobiety pełniły rolę strażniczek domowego ogniska. nikomu do głowy nie przyszła walka o równouprawnienie. cechy fizyczne faceta predysponowały go do polowań, a kobiety miały rozwiniete wszelkie umiejętności aby skutecznie zarządzać domowym ogniskiem, wychowywać potomstwo i  doskonale radzić sobie w grupie. ale do rzeczy. poniżej ilustracja z ww książki, która doskonale obrazuje różnice w widzeniu kobiet i mężczyzn

facet polując musiał wypatrywać zdobycz, nie rozpraszać się okolicznościami przyrody stąd widzi na dużą odległość, ale tylko to, co znajduje się naprzeciwko (‘widzenie tunelowe’). kobieta, strażniczka domu, musiała cały czas pilnować czy nie skradają się jakieś drapieżniki i mimochodem permanentnie obserwować otoczenie. kobiecy zasięg widzenia jest zdecydowanie szerszy – ‘widzenie obwodowe obejmuje niemal 180 stopni’. dlatego Polarny, zauważając foczkę, mimowolnie obraca się, tak by była w ‘jego’ polu widzenia tj. mniej więcej naprzeciwko. jego Żona natychmiast to zauważa. ale uwaga!  my kobiety gapimy się na ciastka równie często! robimy to jednak zdecydowanie dyskretniej. nie musimy ostentacyjnie obracać się, jeśli ciastko znajduje się w naszym szerokim polu widzenia to patrzymy sobie do woli, a nasz facet nie ma o tym zielonego pojęcia. moim zdaniem w patrzeniu na atrakcyjnych osobników nie ma niczego złego. autorzy ww książki twierdzą jednak, że jeśli mówimy o kims że jest atrakcyjny, to  podświadomie informujemy otoczenie, że chcemy uprawiac z tymże osobnikiem seks...

 

 

polecam wszystkim te książkę. w dobie wojującego feminizmu i haseł równouprawnienia wszystkiego i wszystkich – książka rzeczowo odnosi się do naszych pierwotnych naturalnych uwarunkowań. jej autorzy mocno podkreślają, że babka i facet nigdy nie będą tacy sami. co prawda głoszą momentami denerwujące tezy i przytaczają seksistowskie dowcipy. mankamentem książki są liczne powtórzenia i podsumowania – ot amerykański poradnik, trzeba powtórzyć lub sparafrazować 40 razy.

 

wracając do meritum, Polarny powinien teraz zrobić Małżonce awanture, że ona cały czas obserwuje fajnych facetów, a do tego robi to bardzo perfidnie bo on Polarny niczego nigdy nie zauważył!

10:21, anulina
Link Komentarze (10) »
środa, 23 czerwca 2010
ludzie listy piszą

Witaj Anulina,

piszę do Ciebie tego meila ponieważ uważam, że musisz zastanowić się nad swoim postępowaniem. Czytam Twojego bloga od początku. I przepraszam, zawsze uwielbiałam Twojego męża, a nie Ciebie. I co? ON nagle znika! A Ty sobie piszesz o czym chcesz! No więc mówię Ci, że ja nie zamierzam tego czytać. No chyba, że wyjaśnisz o co chodzi. Czyli napiszesz czy sie na przykład rozwiodłaś? A jeśli tak, to dlaczego??? I o co chodzi z tymi zaręczynami??? Czy to prawda?? Moja mama twierdzi, że chyba tak ale babcia jak jej opowiedziałam, to mówi ze wszystko sobie wymyślasz! Dlatego odpisz mi prawdę! Myślę, że źle traktujesz ludzi. I chciałabym wiedzieć czy ON to znaczy twój mąż albo może były mąż prowadzi bloga? Jeśli tak, to podaj jego adres!! A co?? Może się boisz, bo wszyscy tam pójdą a Twój blog będzie zapomniany??? Na pewno się tego boisz! A te zaręczny to sobie wymyśliłaś, żeby poudawać jaka fajna jesteś i jak to faceci na Ciebie lecą!

Poza tym kotki są bardzo ładne i gdybym mogła to na pewno wzięłabym jednego. Ale nie mogę. Czekam na odpowiedź. Jeśli jej nie otrzymam to będzie znaczyć, że jesteś bardzo tchórzliwą osobą która boi się Prawdy! xymena

Droga xymeno! poniżej odpowiedzi na twoje pytania:

nie, tak, tak, tak, nie wiem, mhm, nie, tak, może, chyba*

*na pytania odpowiadałam w przypadkowej kolejności!

11:13, anulina
Link Komentarze (41) »
niedziela, 30 maja 2010
Kocia Inspekcja

no ładnie. pokazuje tutaj moje świeże kotki zupełnie nieświadoma skutków. na wzór chin, działa chyba u nas policja obywatelska ds internetu

siedze sobie na kanapie i dziubie słonecznik (uzalezniłam sie :) nagle puk puk do drzwi. pan i pani, mają na sobie uniformy z napisem Inspekcja Do Spraw Kotów i Ich Godnego Poszanowania

pan: dzien dobry, pani anulina?

ja: dzien dobry, tak

pani: jestesmy pracownikami Inspekcja Do Spraw Kotów i Ich Godnego Poszanowania. czy to prawda, że bez zgody i pieczątki naszej Inspekcji bezprawnie rozmnożyła pani koty?

ja: przepraszam, ale same się rozmnożyły. fakt, za moim pozwoleństwem. dodatkowo bez pozwoleństwa Inspekcji

pan: proszę o książeczkę zdrowia kociej matki

ja: (biegnę i przynoszę sprawdzając po drodze czy są wszystkie szczepienia i pieczątki)

pani: (przegląda wnikliwie książeczkę) tak... poproszę teraz książeczki kotków

ja: weterynarz powiedział, że musze się z nimi stawic na początku czerwca

pan: czyli koty nie mają książeczek??

ja: jeszcze nie mają. ani książeczek ani pieczątek

pani: niedobrze. proszę teraz o okazanie pozywienia, które pani podaje kociej mamie

ja: (wyciągam z szafki puszki Znanej Firmy Produkującej Kocie Pożywienie)

pani: używa pani karmy Znanej Firmy Produkującej Kocie Pożywienie??

ja: tak

pani: czyli nie dba pani o zdrowie i dobrostan swoich kotów!

ja: jak to? kilka zetów jedna puszka!

pani: koty nalezy karmic wyłącznie pożywieniem Bardzo Znanej Firmy! oznacza to, że nie stac pani na posiadanie kotów (notuje coś w kajecie)

pan: teraz nastąpi inspekcja warunków w jakich przebywają koty...

ja: (potulnie sprowadzam panią i pana do pralni. kotki leżą sobie ładnie w legowisku na kocyku przyczepione do bamberkowych cycuszków)

pan:  (do pani) spójrz na ten koc... jest cały okłaczony!

pani: a fe! co to są za warunki! czy pani połozyłaby się sama na tym legowisku??

ja: gdybym była kotem to na pewno

pan i pani: (spoglądają na siebie totalnie zniesmaczeni)

pan: jakie ma pani wykształcenie?

ja: wyższe

pan: no właśnie. samych bzdur panią uczyli, a fundamentalnej wiedzy dotyczącej opieki nad zwierzętami nikt pani nie przekazał

pani: czy kotka Bamberka wychodzi z domu?

ja: tak

pani: CZY PANI NIE WIE NA ILE NIEBEZPIECZENST NARAZA PANI SWOJĄ KOTKĘ??

pan i pani spisali Ważny Protokół Uchybień W Wychowaniu i Opiece Nad Zwierzętami Domowymi. podpisali i przystawili pieczątke. sprawa trafi teraz do Sądu Nad Osobnikami Znęcającymi Się Nad Domowymi Zwierzętami. z tego co mówili dostanę wyrok. w najlepszym razie zostanę skazana na nakaz spożywania przez trzy miesiące puszek z kocią karmą z lidla albo biedronki. bardziej prawdopodobne jednak, że sąd mi nie popuści i dodatkowo skażą mnie na przebywanie trzy miesiące pokotem na kocim legowisku. Ważny Sąd dopilnuje, aby było odpowiednio mocno okłaczone

a! i jeszcze dostałam nakaz publikacji Na Dziko Rozmnożonych Bardzo Zabiedzonych Kociaków. na blogu, w poczytnej prasie kolorowej i czarno-białej. koniecznie na okłaczonym kocyku, aby cały Świat poznał me okrucieństwo

18:50, anulina
Link Komentarze (37) »
sobota, 22 maja 2010
kociaki już patrzą!

uwaga! kotki otworzyły oczy! :) całymi dniami siedzą przyssane do Bamberki, która niestety nie zaakceptowała zmiany miejsca i z uporem kociego maniaka chce przenosić koty tam, gdzie je wydała na świat tj do szafy w pokoju Micha. jak tylko widzi otwarte drzwi pralni, natychmiast chwyta jednego z kociaków w paszczę i leci z nim do góry. a ja z uporem maniaczki znoszę kocięta z powrotem na dół

tutaj Bamberka z dzieciakami

a tutaj portret :)

teraz inna beczka. nie na temat. ni z tego ni z owego. ot wpadła mi fota w oczy. szklarnia miszmasz. to jest bardzo klimatyczne miejsce. kiedyś służyło za prawdziwą szklarnię, ale przecież w sezonie pomidory kosztują groszaki więc szklarnia ewoluowała. służy za schowek-skrytke. niby szmaty, beczki, wiadra i klunkry. podwójny blef czyni cuda. żaden złodziej nigdy nie wpadł na to, że to tam poukrywane są działkowe skarby

a na koniec apel. tylko do dobrych ludzi, najlepiej z poznania i okolic. za jakieś 5 tyg kociaki będa gotowe, aby pójsc w świat. jeśli ktoś chce kociaka, to zapraszam. od razu zaznacze, ze kot jest totalnie bezproblemowy jeśli może wychodzic na zewnątrz. jeśli chcesz kota do mieszkania to od razu ostrzegam, że każdy wyjazd może być problemem :/ zwierzak to zywa istota, domownik i decyzja o jego posiadaniu musi być przemyślana. hmm troche dydaktycznie zabrzmiało, ale to prawda. w sprawie kociaków (i nie tylko ;) można pisać o tu anulina@gazeta.pl

12:13, anulina
Link Komentarze (52) »
sobota, 15 maja 2010
poród i powiększona rodzina

no nareszcie. mamy nasze kociaki :) poród był ciężki, odbierała moja mama. a było tak

siedze sobie na lotnisku orly. samolot ma 2 godz spoznienia. czytamy z towarzyszkami podróży margot witkowskiego. na głos. fragmenty o waldim bakardim. bawimy sie przednio. nagle sms od mamy: bamberka rodzi

stres mnie troche dopada, ale luzik. koty przecież kocą się jak koty. bedzie dobrze. po pół godz mama dzwoni. babmerka miauczy max, wystaje z niej 1/3 kotka a ona chce sie go pozbyć, lata po schodach, wariuje. no nic. mamus, odbieraj poród, mówię. mama szykuje rękawice. i zaczyna prace położnej.

kotki rodziły sie od 17 do 1 w nocy. bamberka w ogóle nie kumała o co kaman. mama na chybcika wyparzyła Michalinki nożyczki do wycinanek i cięła pępowiny...

no i mamy. 5 kociaków. wyglądają jak większe myszki :) ten jasny zostaje z nami. uległam kindrom, no i mamie. przecież odebrała ten poród :) reszta musi troche podrosnąć zanim pójdą w świat

17:10, anulina
Link Komentarze (17) »
sobota, 08 maja 2010
YYYYY

wybrałam numer opisany 'Y'. liczyłam na to, że jeśli nie odbierze to usłyszę pocztę i Y przedstawi się tam imieniem, i dodatkowo koniecznie nazwiskiem. wtedy problem z głowy, legitymowanie odpada

niestety nie miał włączonej poczty. po kilku piiiiik usłyszałam znajome tii dii dii co oznaczało, iż abonent nie raczył odebrać. jesli oddzwoni to muszę mieć bajke. dobrą bajke zeby zechciał sie ze mną szybko spotkać. jestem jednak za szybka. zaplanuję robię i nie marnuję czasu na zbęde myslenie. o dzwoni. odbieram

Y: cześć. dzwoniłaś

ja: cześć... dzwoniłam... (za szybko zadzwoniłeś! dobra bajka nie jest jeszcze gotowa! ba! żadna bajka nie jest jeszcze gotowa!)

Y: co tam?

ja: aaaa tak sobie pomyślałam... (nieprawda oczywiście z tym myśleniem) że moglibyśmy... sie spotkać

Y: super. teraz?

ja: (no on musi mieć ful czasu skoro może sie ze mną spotkać natychmiast... na pewno siedzi na bezrobociu i odmierza czas pomiędzy kolejnymi wizytami w pośredniaku...)

Y: jesteś tam?

ja: jestem. jestem. to za 10 minut w (tutaj wymieniam małą knajpę nieopodal. jeśli zgodzi sie za 10 minut to mieszka gdzieś w pobliżu)

Y: uda mi sie dojechać za jakieś 40 minut

ja: (nie mieszka)

docieram do punktu zbornego z bagażem w postaci żywego inwentarza tj dwójki dzieci w wieku 10 i 5 lat. rzucają sie na lody co gwarantuje ok 10 minut ciszy i spokoju. ja czekam na Y i obmyślam plan

sytuacja idealna: Y wchodzi, kładzie na stoliku portfel (faceci często tak robią). portfel jest zdezelowany i podarty. dzieci trącają go niechcący. portfel spada na ziemię. w locie przez dziure wypada z niego dowód osobisty i toczy się prosto pod moje krzesło. schylam sie i w dwie sekundy dokonuję legitymacji

sytuacja idealna ma to do siebie że nigdy nie chce sie przytrafic. nawet jeśli portfel będzie porwany to na 100% dowód osobisty Y nie ma formy kulistej. z toczenia więc nici

sytuacja optymalna: przyjdzie Y. zadzwoni jego telefon. Y odbierze i przedstawi sie imieniem i nazwiskiem. tak. poczułam powiew optymizmu (pachniał pizzą którą piekli obok). tak. to może sie zdarzyć. ale ania, bądźże realistką...

sytuacja rzeczywista: wchodzi Y

Y: cześć

ja: cześć

Y: (spogląda na dzieci) jesteście Michał i Michalina?

ja: (nie mówiłam mu o dzieciach, a juz na pewno o ich imionach!)

dzieci: (mruczą 'dzień dobry' i potwierdzają skupione na układaniu puzzli, które dostały od kelnerki)

Y: (ni z tego ni z owego) czytam twoje blogi. z ciachem przesadziłaś. w nazwisku nie mam s (wyjmuje dowód osobisty i mi podaje... nic nie widze ze stresu. dowód zlewa sie w rózowo-czarna palmę)

ja: (spinam sie mocno niczym klamerka na swoim pierwszym praniu, a Y patrzy radośnie na całą czeredę obok tj na mnie wygłupioną i na dzieci zajęte puzlami)

Y: dobra, co pijemy?

10:30, anulina
Link Komentarze (20) »
sobota, 24 kwietnia 2010
sssssss

drogi pamiętniczku!

mam 35 lat i same niepowodzenia w związkach damsko-męskich. niestety poczucie własnej wartości umiejscowione jest w moim przypadku na przeciętnym czyli uważanym za średni poziomie. wywlekanie więc psychicznych bebechów podczas długotrwałej psychoterapii absolutnie nie wchodzi w grę

moja powierzchowna fizjognomia jest równiez przeciętna. garbata nie jestem, troche kulawa już tak. żaden mój cielesny szczegół nie jest porażająco odstraszający. w związku z tym nie upatruję przyczyny swych porażek w nadmiernej nieurodzie

o co więc chodzi do jasnej cholery? zadałam sobie to pytanie na cały głos i postanowiłam się nad nim uczciwie pochylić. węszyłam tu i tam, ale nigdzie nie poczułam właściwego tropu. bo na przykład mogę porozmawiać z każdym na każdy temat! tak! niesamowite, co? proszę, przytaczam fakty. jakiś czas temu pracowałam z osobami uprawiającymi rolę. natychmiast dostosowywałam swój słowny 'register' do tego co słyszałam i o dziwo szło mi znakomicie! (hmmm drogi pamietniczku czy mam zacząć się martwić...?) kiedy trzeba przeobrażam się w korporacyjną mróweczke i grzecznie słucham o apdejtach, templejtach i innych srejtach. ba! sama czasem (o zgrozo!) uzywam tejże nomenklatury

i co? wszystko niby fajnie pięknie i ładnie. a co do czego - wielka dupa. aż tu pewnego rześkiego wiosennego dnia... PING gruchnęło mi w mózgu. jest! mam! w jednej sekundzie poczułam się jak Archimedes Newton Kopernik i Kepler razem wzięci. oodkryłam ciążącą mi (Archimedes) kosmiczną (Newton plus cała reszta) prawdę! rozbija się o jedną małą literkę! niepozorną ale pokręconą i pokrętną. rozbija się mój pamiętniczku o 's'.

o ile jej wielka wersja (S) jest mi przyjazna (wszak S króluje w moim panieńskim nazwisku na przedzie), to jej mała odmiana (s) tkwi mi solą w oku, a właściwie w życiu, a konkretnie w nazwiskach!

gdyby jakiś spec ułożył mi kosmogram czy jakkolwiek to sie zwie to na pewno gwiazdy kosmos i ułożenie planet (zwłaszcza uranu względem saturna) miałyby dla mnie jedną jedyną przestrogę: uważaj na 's'! małe 's'!

jak ja mogłam wcześniej na to nie wpaść??!! już nawet domowy hardware (czy klawiatura to hardware?) dawał mi od dawna znaki! literka 's' wszędzie się zacina i musze klikac przynajmniej dwa razy aby pojawił się ten pokrętny i zdradziecki znaczek

uffff nareszczcie. najważniejsze to znaleźć i rozpoznać wroga. potem pozostaje tylko podjąć właściwe działania korygujące i się do nich zastosować celem wyeliminowania problemu w przyszłości. wyjęłam więc notes i zapisałąm skrupulatnie:

wada: literka 's' w nazwisku

skutek: pokręcone życie

działania korygujące: należy zawsze legitymować potencjalnych kandydatów i z góry eliminować wszystkich posiadających ten feralny znaczek wewnątrz nazwiska

kroki do natychmiastowego podjęcia: spotkac się z ciachem od oświadczyn. wylegitymować

14:45, anulina
Link Komentarze (26) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 57
| < Sierpień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
O autorze

link niesponsorowany

niedziela, godz 20 czasem tam gadam




web tracker



Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl





Feedjit Live Blog Stats