RSS
wtorek, 12 września 2017
taka sobie mamuśka

Ostrzeżenie: w poniższym tekście znajdują się obszerne fragmenty dotyczące dzieci. Jeśli natychmiast ziewasz lub mimowolnie odwracasz się na stronie webowej w innym kierunku – nie przeszkadzaj sobie

Rozłażą mi się dzieci po świecie, necie i blogach. Kiedyś na kocyku posadziłaś, poduszkami obłożyłaś, kubrak na plecy i fajka na balkonie. A teraz?  Nawet nie palę... a dzieci przepędzam z blogowiska, a poszły wy na insta insta, potłitować, vlogować i róbta tam rzeczy swoje, a nie stare, tradycyjne blogi zwiedzacie. Starsi ludzie kuśtykają po blogowisku, a młode to pędzi panie po tych jutjubach różnych, lajf lajf wrzeszczy i biegnie patrzeć jak ktoś coś tam robi strzela czy buduje. Ach... przysiądę może na ciepłym kamieniu na ganku (co by mi nerki wilka nie złapały) i zbiorę parę myśli co to sie mi ostatnio rozlazły we łbie niczym mkliki spożywcze po kuchennych szafkach i zapanować nad nimi, jak nad tym dziadostwem, niełatwo.

A dzieci ciekawskie tymi noskami wszędzie szperają a mamo napisz coś na blogu, czemu nie piszesz kiedyś pisałaś, a możesz o mnie napisać?? No nie wierzę, chcą mi tu notami sterować czy jaki grzyb? To bardziej Michalina, bo Micho wizerunek swój na trzy spusty zamknął i wara mi od niego, dlaczego podpisałaś w szkole zgodę na publikację zdjęć na stronie?!  Nawrzeszczał na mnie ostatnio. Idź to odkręć teraz! To mój wizerunek, nie możesz nim rozporządzać! Ale takie są wymogi, bąkam ino, kazali podpisać papiery, to podpisałam, pójdę przy okazji, skreślę podpis i już będzie po sprawie a tymczasem ty uważaj po prostu na foty zza niemieckiego węgła (wszak w Niemczech na austauszu przebywa obecnie). A za chwilę masz 18 lat to sam sobie będziesz podpisywał zgody, niezgody i wszystkie inne. 18 lat?? Jakim to cudem sie wydarzyło? Obłożony poduszkami siedział na kanapie, głowa latała jak u pijanego wróbla, a on mi tu teraz ma mieć 18 lat i jeszcze mi pisze, że w Niemczech tam w tym landzie gdzie przebywa alkohol od 17. roku życia jest dozwolony a mamo, słuchaj, do szkoły wygodniej mi będzie autem jeździć więc pomyśl o jakims samochodzie dla mnie niedługo... o tempora! O mores!

Niniejszym składam hołd Matce Naturze, bo lepiej tego wszystkiego urządzić nie mogła. Zamiast natychmiast pozbywać się wrzeszczących pakunków (ot, choćby podarowując je innym), ludzie taszczą je ze szpitali w swoje progi i chyba już w tych szpitalach, ludzie ci zostają podstępnie wyposażeni w czipy, które uaktywniaja się natchmiast w momencie najmniejszego zagrożenia pakunku tak, że matka pakunku wbije zęby w każdego kto pakunek spróbuje nadruszyć czy pokrzywdzić. Pakunki to prawdziwy pain in the ass, zmora nocna i wielka skarbona bez dna. A mamuśki pieją, piszczą i wycierają tyłki. Klęczę teraz przed tobą o Matko Naturo i biję czołem w sosnowe deski. nie za mocno jednak gdyż praktyczna jestem, a sosna miękka.

Moje okienko na urodzone dzieci było bardzo krótkie i nie mam pojęcia jak można urodzic dziecko w wieku lat 40... oznacza to tylko tyle, że jestem ograniczona, a Matka Natura w moim przypadku nie przyłożyła się wystarczająco i w tym swoim pędzie obdarzania istot człowieczych niepohamowanym instynktem, potraktowała mnie hmmm po macoszemu? :D załóżmy, że każda matka otrzymuje po 4 tony cierpliwości, wyrozumiałości i uśmiechów dla noworodków, niemowląt i osesków, to ja dostałam po 400kg tychże dóbr. Nie ma co narzekać, dobre i to w sumie. Ale moje zasoby w tej kwestii są wyczerpane do cna. Moje dzieci nawet wydrapały resztki i wylizały słodkie pozostałości jak talerze po deserze. Był moment, kiedy tę pustkę odczuwałam tak wyraźnie, że komunikowałam: żadnych wnuków proszę! Bo pogryzę i przepędzę gdzie raki zimują! Odbiło sie to echem szerokim, moja mama przeprowadziła ze mną rozmowę dyscyplinującą, która była monologiem i brzmiała mniej więcej tak: czyś ty do końca poszalała?? Zdurniałaś już na dobre?? Sama masz dzieci, a im takie dyrdymały opowiadasz?? Zamknij się po prostu jak nachodzi cię ochota, żeby te swoje idiotyzmy głosić! Więc grzecznie się zamknęłam, bo matki trzeba słuchać. W tematach zasadniczych znaczy, poboczne są nieistotne i drobne nieposłuszeństwa są dopuszczone i odpuszczone ;)

Michalina: (po wycieczce po starym blogowisku) a mama, czemu nie ma zdjęć na tych twoich starych blogach? Tam były moje zdjęcia jak się urodziłam w 2004...

Ja: aaaa było coś (zawsze tak kwituję temat dat urodzin bo dni mi się mylą które 29 a które 27, a może 26??)

Michalina: ale czemu nie ma zdjęć?

Ja: wchłanianie megabajtów tudzież innych bajtów jest ograniczone więc odchłań eliminuje stare bajty bo nowych przybywa w tempie zastraszającym. Kiedyś zawalało się neta zdjęciami dzieci, a teraz doszły zdjęcia śniadań, obiadów i kolacji, lanczy, branczy i sranczy

Michalina: mama...

Ja: no?

Michalina: (nieśmiało) a mogłabyś na swoim blogu umieścić moje zdjęcie?

Ja: co??

Michalina: no wiesz, tam nie ma tych starych zdjęć...

Ja: no chyba nie zrobicie mi teraz listy zdjęć do umieszczania na blogu?? Żadne naciski mi nie straszne! rzuciłam hardo, żeby pokazać że to mój blog i wara im od tego co tu piszę czy nie piszę i w ogóle jak to mówią

i w związku z powyższym, ukazuję poniższe gdyż kot moich rodziców nie lobbował i ma gdzieś tego bloga :D

 

 

21:42, anulina
Link Komentarze (3) »
piątek, 01 września 2017
MBA w USA

siedzę sobie na kanapie i podczytuję to i tamto

facet mojego życia (z kuchni): anulina, pisz bo tęsknimy

ja: (myślę) ki czort...

facet mojego życia: no anulina, pisz

ja: (głośno): ki czort?

facet mojego życia: no, mama, weź coś napisz na tym blogu w końcu może, co?

piszę zatem. aż nie wierzę, że piszę ale piszę. otóż. powiadam wam, że to co chciałam to mam, zrobiłam, wychapałam swoje akronimy ;) najpierw MBA. miał być do czterdziestki. lekko się obsunął ale jest. dwa lata czytania, pisania, zajęć, egzaminów, chaty nieogarniętej, dzieciaków po kątach bo 'mama się uczy, mama pisze, cicho, nie trzaskaj, nie gadaj, nie oddychaj', moja mama biadoląca. dziecko, latasz jak opętana, do pracy a potem piątek sobota niedziela na te te ejbiemy latasz, posiedziałabyś, po co ci to wszystko, pracę masz to pracuj, studia masz to wystarczy. a potem jeszcze kolejny akronim, który też musiał być bo tak sobie powiedziałam, będzie USA. no nie jeszcze cię tam nie było, terroryści, samoloty spadające. aligatory?? potrzebne ci te aligatory, słyszałam że japończyka lew zjadł ostatnio a ty się do aligatorów pchasz. łe tam aligatory były najedzone bom cała i zdrowa

18:01, anulina
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 08 grudnia 2014
czas goni nas

dżizas... że ktoś jeszcze tutaj włazi ;) dziś zrobiłam sobie podróż sentymentalną po czeluściach neta i nie wierzę. po prostu nie wierzę w czas. to jest niemożliwe. te wszystkie lata, miesiące, dni i godziny przełażące w przeszlość. czasem tak odległą, że aż niemożliwą...

gówniany fejsbuczek pełen słitfoci i lansów z wakacji, 'a dzis na śniadanie miałam mocarelę z rukolą' ach czterdzieści polubień i piętnaście komentarzy. a zdjęcia kindrów to już plaga... albo te pejzaże złotomyślne, refleksyjne, o dupę rozbić

chyba jestem już pokolenie na złom. pójść za rogiem na skup i niech zważą i zakwalifikują i położą na jakiej kupie. nie nadaje sie juz, selfi nie robi. zepsuła się. nie chodzi. wszystko idzie do przodu, a ona już stoi w miejscu jak ten kołek. na instagram by wlazła! filmik na jutjuba wrzuciła, subuj subuj mnie! krzyknęła. a ona o 5.50 wstaje, ogarnia potomstwo, pracuje grzecznie, do domu wraca, obiad zrobi, wina zagrzeje, w wannie posiedzi, książke poczyta i zasypia. o tempora o mores. co to sie porobiło. mamo, a niedługo będziesz kupować krem 40+? ło matko, to chyba jakaś pomyłka, chichot losu, drwina czasu albo po prostu durny żart? mam 16 lat i czuje sie jak w poobdzieranych dżinsach chociaż obcas mi stuka, spódniczka majta 2 cm za kolano biznesowo. bosz... ja przecież nie zamierzałam nigdy sie tak ubierać? 'nigdy' zawsze nadchodzi szybciej niz nam sie wydaje, a 'zawsze' znika jak kamfora. amen

20:53, anulina
Link Komentarze (17) »
piątek, 01 sierpnia 2014
na turnusie w zusie
Wychodziłam turnus. Wydreptałam. Opowiadałam o dolegliwościach. Narzekałam. Oglądałam poważne miny lekarzy orzeczników. Odpowiadałam na pytania. Chodziłam na boso po syfiastej podłodze. Napisałam kilkanaście urzędowych pism oraz odebrałam kilkanaście takowych. Z czerwonymi pieczątkami. Ze zdaniami w stronie biernej. Zostaje pani skierowana na ambulatoryjny turnus rehabilitacyjny w ramach prewencji rentowej. słowo 'renta' nie jest w mojej bajce. Ja mam 16 lat, jestem młoda i piękna. Jaka renta qrwa?? A jednak. Niemożliwe jest możliwe.  Stara dupa jestem. Zus zdziera ze mnie grubą kasę. Nie troszczy się o moj dobrostan fizyczny. Nie mam złudzeń. Troszczy się wyłącznie o fajną sumkę, którą zgarnia co miesiąc. Tak jak pan tusk. Polityka prorodzinna. Czy ktokolwiek w to wierzy?? Jako samotna matka wydaję 800 zł na leki dla Micha. I co? I kompletnie nic! O przepraszam. Becikowe dają! Kocham ten kraj. Wracając do meritum: mam turnus z zusu i kompleksową rehabilitację. Bity miesiąc na L4. Niewiarygodne. Ale prawdziwe. No to scenka z turnusu
jest nas 16 osób. Reszta ok 10 lat starsza ode mnie. Oprócz rehabilitacji narządów ruchu mamy dietetyka i psychologa. Zus przyjął teorię holistyczną. Na pierwszych zajęciach z panią psycholog. Lat może 25. Była tak zestresowana jak moj obecny szef podczas rozmowy ze mna (dlatego zmieniam prace :P 

Pani psycholog: czy panstwo sie znacie

my: (cisza)

Ja: nie

pani psycholg: to ja moze zaproponuje zabawe...

my: (cisza)

Pani psycholog: dobrze... to poprosze zeby kazdy z panstwa powiedzial swoje imie... a potem owoc, ktory zaczyna sie na te sama litere co imie... taki owoc, ktory panstwo byscie chcieli... na przyklad... wziac ze soba na biwak...

i ludzie mowia. Ania awokado, mirek masło (!) Marek melon i takie pierdy. Dochodzi do jana

jan: jan.... (cisza)

Ja: (bardzo niesmialo) jan... jabłko

jan: (spoglada na mnie i powtarza jak błędna krowa) jan... jabłko

psycholog: (z przyklejonym uśmiechem) bardzo dobrze panie janie!

Jan: (spogląda na mnie z nutą pogardy i mowi cicho) jan... jabłko... na biwak... chyba kurwa w płynie...


21:30, anulina
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 31 marca 2014
przyjdzie wiosna baronowo

witajcie ci, ktorzy jeszcze tutaj w ogóle zaglądacie :) na jaka cholere tutaj klikacie skoro nic tu nie ma? ;) niektorzy mieli pewnie nadzieje ze umarlam, zginelam, upadlam i juz nie wstanę.  musze ich bardzo mocno rozczarowac. nie umarlam. nie zginelam. ale mam tez dla tychże dobrą informacje. upadlam. na jakis czas. nie bylo mnie na powierzchni ziemi chociaz pozornie wykonywalam wszystkie czynnosci. jak automacik. i byla noc. przyzwyczailam sie nawet. zaszylam sie w nocy. ukrylam. wlazłam pod koc i udawałam, że mnie nie ma. i jak siedzialam pod tym kocem to tak sobie myślałam, że może ktoś przylezie i mnie wyciagnie. i powie, żebym w końcu wyszła bo na zewnątrz cały czas jest swiat. ale nikt nie przyszedł. i wtedy w jakis cudowny sposob przyszedl mi do tego mojego porytego łba pewien pomysł: wyleze sama. po prostu wezme byka za rogi i wyjde. wyszlam. jestem. próbuje dokończyć  temat odsrubowanej kończyny 

23:47, anulina
Link Komentarze (31) »
czwartek, 02 maja 2013
pobiegłam
no prawie pobiegłam

ja: (nieporadnie zakładam spodnie do biegania. w kolanie jeszcze ciężko noge zginac)

Micho: mamo, co robisz?

ja: ubieram się

Micho: w ciuchy do biegania?

ja: przecież widzisz

Micho: idziesz biegać??

ja: tak

Micho: z kulami?? mamo, zwariowałaś?

ja: może

Micho: mamo, z kulami sie nie biega!

ja: serio?

w koncu musze go uspokoić, że to tylko ćwiczebnie bo sie chłopina zestresował. oto moje postępy



ba! nawet tak potrafie:



nic to! potrafie stać nawet wtedy kiedy kul nie ma w pobliżu :D



to ja mówiłam. mistrzyni profesjonalnego retuszu ;)

a pobiegam za jakieś sześć tygodni

i musze sie jeszcze z wami podzielic baaardzo dobrą nowiną! niedługo spełni sie moje marzenie! czekałam na to wiele lat... pokaże wam tutaj jak tylko zacznie sie marzenie dziać ;)


Tagi: bieganie
19:10, anulina
Link Komentarze (29) »
środa, 17 kwietnia 2013
gwóźdź śródszpikowy ryglowany
odryglowany!

po około roku błąkania się od poradni ortopedycznej do szpitala, potem do rodzinnego po kolejne skierowanie bo wszędzie skierowanie zabierają i trzeba o nowe żebrać (to już ósme skierowanie pani bierze - moja lekarka rodzinna) wreszcie sukces :)

musiałam wrócić do korzeni czyli szpitala powiatowego w biskupcu... w poznaniu jedynie w szpitalu na 28 czerwca mogli to zrobić ale zapisy od polowy kwietnia a operacja nie wiadomo kiedy :D w pozostałych szpitalach ze wzgledu na użyte instrumentarium odmawiali. oczywiście to był tylko pretekst, nikomu nie chciało sie grzebać w mojej nodze w poszukiwaniu ukrytego żelastwa

a to najlepszy szpital w naszym kraju, prawie leśna góra :)



mój wrodzony hura optymizm utrzymywał mnie w błogim przekonaniu że wyjęcie żelastwa to bułka z masłem i że po dwóch tygodniach na pewno wracam do normalnego zycia, pracy no i ogrodu bo sezon sie zaczyna. lubie być samodzielna wiec w ostateczności planowałam nawet pozyczyć auto z automatem i wrócić samodzielnie do domu po operacji... jesu jak dobrze, że dobry człowiek mnie tam zawiózł i przywiózł bo za jasną cholerę nie byłabym w stanie zrealizowac tego durnego planu

zapowiedziałam szumnie w pracy, że dwa trzy dni i będę normalnie chodzić - przecież wszystkie kości są całe. moja mama była bardzo sceptyczna. i prawie ją przekonałam do swoich urojeń ;) przynajmniej tak mi się wydawało. aby jej nie denerwować nie wspomniałam, że jest pewna mała komplikacja. a właściwie dwie niewielkie komplikacje. primo śrubunek za długo tkwi we mnie (mógł sie mocno okościć ;) secundo kości zalały łebki śrub ryglujących i trzeba będzię trochę poryć w kościach by je wykręcić :/

dotarłam do szpitala w świetnym nastroju. tenże nastrój nie opuszczał mnie aż do momentu kiedy miła pani anestezjolog podała mi lekki środek nasenny i odleciałam w kosmos podczas gdy lekarze zajeli sie krojeniem mojej nogi. tym razem poprosiłam o coś na sen, bo pamiętam że podczas operacji montażowej gwoździa byłam w pełni świadoma i dyskutowałam z panami chirurgami, denerwowałam sie jak nie mogli tam czegos zaryglowac i próbowałam nawet odsuwać zieloną zasłonę aby chociaż rzucic okiem na krwawą jatkę której to ja byłam głównym przedmiotem

obudziałam się. i myslałam ze od razu wściekne się z bólu! przecież nie tak miało to wszystko wyglądać... przełozyli mnie na łózko a ja ryczałam dosłownie. co mnie tak boli? zapytałam w końcu i usłyszałam że przeciez miałam operację. jaka operację?! to było tylko wykręcenie śrubek i wyjęcie gwózdka...

tak. 6 tygodni zwolnienia. ketonal na noc bo noga wariuje wieczorami :/ będę mogła zacząć obciążać nogę dopiero za tydzień. 30 zastrzyków musze sobie zrobić. chodzenie o kulach. dziękuję Panu Bogu że mam syna dwunastolatka! jutro pierwsza próba wejścia na górę. Micho pomoże mi wejść do wanny i z niej wyjść. już wszystko przygotował. drugi komplet kul na górze, krzesło przy wannie...

poniżej moje śrubki ryglujące, już na zewnątrz. gwoździa nie udało mi się zdobyć ;)



tymczasem ludziska. wracam do lizania ran

P.S. dziwne, bo demontaż trwał tyle, co montaż tj 2 godziny i 40 minut



wtorek, 29 stycznia 2013
związki partnerskie a banda z wiejskiej

jem sobie rano śniadanie i jak zwykle słucham radia. zaproszona do studia gadająca głowa z każdą minutą pogarsza jakość procesu spożywania, jakiemu się oddaję. mówi dużo i choć spokojnie to stek bzdur kłębiący się w mojej kuchni robi się coraz bardziej niezjadliwy. w pewnym momencie pałam ochotą kopnięcia gadającej głowy prosto w radio

pan gadająca głowa twierdzi, że kobieta i mężczyzna muszą żyć w związku małżeńskim gdyż z takiego związku są dzieci a dzieci potrzebują obojga rodziców stąd procedura uzyskania rozwodu jest żmudna, trudna i długa. rozumiem, ze gadająca głowa zakłada, że w czasie takiego rozwodu para żyje sobie z dziećmi w miłości, radości i szczęściu czekając aż zakończy się procedura rozwodowa i wtedy tatuś będzie mógł już legalnie opuścic mamusię i pójśc do innej pani. wg gadającej głowy zwiazki partnerskie nie umozliwiają takiego rozwiązania. w związku partnerskim facet znajduje sobie nową panią i raz dwa opuszcza poprzednią panią i wspólne pisklęta, a państwo nie ma bata na takiego złego pana, choćby w postaci długiej i żmudnej procedury rozwodowej...

jestem przekonana, że ci wszyscy panowie którzy weszli w związki małżeńskie a potem opuszczają swoje żony, tak bardzo boją się straszliwej państwowej procedury że przynajmniej 60% z nich postanawia pożegnac kochanki i dalej kochać swoje obecne żony. ach, to nasze państwo, na pewno swoimi procedurami uratowało już setki rodzin i pomogło milionom dzieci. bo dzieci, peroruje gadająca głowa, są najważniejsze! wyłacznie związek małzeński daje dzieciom bezpieczeństwo i właściwie funkcjonująca rodzinę! w tym momencie nie wytrzymuję i pustą puszką po pasztecie drobiowym rzucam w radioodbiornik licząc, że trafię w jakikolwiek przycisk czy pokrętło co w rezultacie uciszy ten durny łeb. niestety. efektem tegoż aktu przemocy jest wylacznie upaćkane resztką pasztetu radio

gadająca głowa rozwodzi się na temat dobra dzieci. tak nam bronia rodziny te (p)osły że można się wzruszyć. niedługo do aptek zostaną wprowadzone nowe suplementy diety kocham swoją żonę, kocham swoje dzieci oraz  nie jestem gejem tylko tak mi sie głupio wydaje. podczas rejestracji do lekarza rodzinnego system ewuś od razu piknie. jesli na zielono - pacjent bierze ww suplementy, dobry obywatel, dba o rodzinę i dobro państwa. jeśli na czerwono - suplementy zostaną zalecone, a specjalny sztab ds kochającej rodziny będzie kontrolowal czy tabletki przechodza przez przełyk złego obywatela i trafiają do żołądka czyniąc go zarazem (obywatela i żołądek) kochającym mężem i ojcem. jeśli proces nie będzie przebiegał odpowiednio zły obywatel zostanie skierowany do zakładu zamknietego na oddział rodzina najwyższym dobrem gdzie zostaną zastosowane wszelkie środki nakłaniające do kochania żony i dzieci nie wyłączając pokazów brutalnych filmów! po takiej terapii tylko idiota będzie nadal myslał o tyłeczku swojej kochanki. wyleczony obywatel wróci do domu, przytuli żonę i pobawi sie z dziećmi w chowanego

geje i lesbijki poddani państwowej terapii tuż po jej zakończeniu spluną tylko na swoja ohydną pedalską przeszłość i zaczną w pośpiechu wić heteroseksualne gniazdo. koniecznie ze ślubem, obrączkami i gromadą piskląt

a! jeszcze jedno. aby ustrzec przed nieokiełznaną euforią wszystkie żony i dzieci opuszczone przez mężów i ojców pragnę dodać, iz powyższa procedura jest w fazie testowania. na szeroką skalę zostanie wdrożona pod koniec bieżącego roku a pierwszych skruszonych byłych mężów pukających do waszych drzwi z miłością i kwiatami możecie spodziewac się na przełomie pierwszego i drugiego kwartału 2014




wtorek, 30 października 2012
No Fak Znowu
NFZ :/

chyba staję się regularną pacjentką. tym razem łokieć prawej ręki od 3 miesięcy odmawia mi posłuszeństwa. szlag mnie zaczął trafiać, bo drzewa rąbać nie mogę ;) zdobyłam skierowanie, zrobiłam rtg i dostałam się do ortopedy w ramach NFZ

miałam numerek 11. przyszłam wcześniej, ale ku mojemu zdziwieniu ortopeda przyjmował w tempie ekspresowym. żadnego pitu pitu. 11 osób, 11 minut

wchodzę

ortopeda: slucham. co dolega?

ja: obawiam się, że pesel

ortopeda: (sprawdza pesel) widywałem gorsze

ja: łokiec mnie boli

ortopeda: (ogląda zdjęcie, potem chwyta mnie za rękę, wykręca na różne strony) boli?

ja: nie. ale szklanki nie mogę unieść na przykład. i podnosić ręki

ortopeda: jak długo boli?

ja: z trzy miesiące

ortopeda: czy przeciążała pani rękę?

ja: oprócz przerzucenia tony brykietu oraz zakręceniu 200 słoików zapraw - nie

ortopeda: dobrze. czyli już znamy przyczyny. prosze nie przerzucać brykietu ani nie robić zapraw

ja: tak jest

ortopeda: (diagnozuje zapalenie przyczepów jakichśtam) tutaj wypisałem leki a tutaj skierowanie na rehabilitacje

ja: (nieśmiało) mam jeszcze jedno pytanie... poza konkursem...

ortopeda: tak?

ja: (wyciągam z przepastnej torby zdjęcia śruby w piszczeli) mam pytanie czy to wszystko trzeba usunąć czy tylko rygle?

ortopeda: (zerka) ale to nie jest łokieć?

ja: no nie...

ortopeda: a skierowanie na co pani miała?

ja: z pamięcią nie mam jeszcze problemów. na łokieć

ortopeda: no właśnie. NFZ zajmuje sie jednym schorzeniem podczas jednej wizyty

ja: ale ja mam dwa schorzenia

ortopeda: w takim razie prosze umówic sie na drugą wizytę aby przedstawic drugie schorzenie

ja: (bardzo nieśmiało) dobrze. ale mimo wszystko zadam panu pytanie czy łaskawie nie zechciałby pan spojrzeć i orzec czy należy to wszystko wyjąć. cały śrubunek znaczy

ortopeda: dobrze. potraktuję to jako pytanie poza konkursem (bierze zdjęcie i ogląda) tak. wszystko. wyrzucić

ja: a gdzie pan by poszedł z tym żelastwem?

ortopeda: na przykład do szpitali (i wymienia)

ja: najbliżej mam (wymieniam szpital)

ortopeda: ooo tam to pani będzie czekać z 10 lat na operację

ja: no dobrze, a w tych szpitalach, które pan wymienił?

ortopeda: tam tylko z rok. no może dwa. ale pociesze panią. to jest tak prosty zabieg że tutaj (wskazuje na kozetkę) mógłbym go wykonać

ja: rozumiem, że pan go nie wykona wyłacznie z braku porządnego młotka, żeby mnie znieczulić?

ortopeda: można to tak ująć. ale wracając do łokcia - bo o tym przyszła pani rozmawiać - proszę jeszcze dziś jechac zapisac się na zabiegi bo najbliższe terminy moga byc na styczeń, luty

ja: na zwykły łokieć?? przecież mnie teraz boli

ortopeda: a myśli pani że kogokolwiek to obchodzi?




Tagi: nfz
23:22, anulina
Link Komentarze (11) »
niedziela, 28 października 2012
biegać każdy może
pomyśl co przychodzi ci do głowy kiedy słyszysz hasło 'bieganie'?
jeszcze kilka miesięcy temu, ja, wuefowa lebiega, byłam święcie przekonana że przebiegnięcie 200 metrów równa się wypluciu płuc. do autobusu niestety biegać nie muszę (ale jako pokorna istota wiem, że mogę w każdej chwili zacząć) więc moja kariera biegaczki skończyła się w liceum, zanim się jeszcze zaczęła. moim największym osiągnięciem w kwestii biegania było wykorzystanie nieuwagi nauczycielki od wuefu i podbiegnięciu ok. 30 m w kierunku mety, kiedy to rzeczona nauczycielka zdjęła na moment ze mnie wzrok. 200 m zaliczyłam w czasie lepszym niż koleżanka o ksywce Zwierzak - klasowa wuefowa prymuska. babka od wuefu była w takim szoku, że kazała mi wyczyn powtórzyć (chyba pobiłam wtedy rekord europy, a może i świata?) a ja, pozbawiona możliwości podbiegu (wuefistka była już czujna jak pantera) pełzłam przez metry jak śnięty ślimak (czyli jak to zwykle ja) a swoj wynik skomentowlam krotko: nic dwa razy sie nie zdarza.
pare miesięcy temu, w ramach wieczornego wyjścia z domu (o! moja nudna jak flaki z olejem codzienna egzystencjo!) postanowiłam zrobić sobie przebieżkę. pamiętam, że tego dnia Micho sie wściekał, że on żadnych durnych wypracowań pisał nie będzie - oddał w szkole pustą kartkę, a Michalina nie mogła się zdecydowac co zje na kolacje i płynnie przeszła w stan awantury - postanowiłam na chwilę uciec od wszystkiego. mama idzie biegać - rzuciłam. nie mam telefonu i macie przez pół godziny siedzieć jak trusie!!  i wybiegłam. i biegłam. zapomniałam o wypracowaniu, kolacji, tostach, polu trapezu i stroju galowym na środę. dyszałam jak stary dyszel. musiałam pomaszerować chwilę. potem znowu bieg. myślałam że trzustke wypluję. i jelito cienkie. nie wiem, czy to było przyjemne. przyjemnie to było wyjść z domu. dyszeć, biec i nie myśleć.
jak wróciłam - o matulu. pod miotłą siedziały. mamusiu już napisałem. mamusiu, już sobie zjadłam kolację. mamusiu to, mamusiu tamto. dobrze wam tak dziady jedne, pomyślałam sobie i nic nie mowiłam a one chodziły jak zegarki.
następnego dnia wyszłam już planowo. i następnego. i następnego. potem moja śruba zaczęła marudzić. jakoś przestała. operacja majaczy na horyzoncie więc luz. na razie dystans taki, jak kot napłakał. ale ja jestem dumna. żadnej zadyszki. po prostu biegnę. mijam innych biegających, kiwamy sobie niczym na mazurach żeglarze :) życie to dopiero potrafi zaskakiwać. jeśli masz wyłącznie takie rozrywki jak ja czyli po robocie wieszanie prania, przeglądanie lodówki pod kierunkiem porannych kanapek do szkoły i zapewnianie bibuły na plastykę - radzę bieganie. a jeśli myślisz, że po 200 metrach wyplujesz wątrobę, to witam w klubie. i zapewniam: nie wyplujesz :) to ja mówiłam. wuefowa lebiega


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 57
| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
O autorze

link niesponsorowany

niedziela, godz 20 czasem tam gadam




web tracker



Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl





Feedjit Live Blog Stats