RSS
środa, 25 lipca 2018
deja vu czyli już widziane
wysyłam dziś foty dzieciom a Micho mamo masz już takie zdjęcie, po co ci drugie?? mam mam ale sobie upodobałam i pomimo, że już widziane to jeszcze raz obfotografowane wszak Miami to nie byle co jest i klimat amerykańskości bardzo mi pasuje choć ten dosłowny na Florydzie o tej porze roku to nieludzki mocno mokry gorący i upocony :) lata lecą, muszę najeść się świata bom zgłodniała teraz key west'u jeszcze i cape canaveral'a więc wyruszam jutro tamże i pokręcę się trochę rozejrzę i popatrzę czego i wam wszystkim życzę


02:59, anulina
Link Komentarze (1) »
niedziela, 15 kwietnia 2018
i jest rozkładówka :)

ach któraż to z nas nie ostrzy sobie zębów na rozkładówkę? szanse w modelingu jednak są marne dla większości zjadaczek pieczywa, ba pieczywo więc wyklucza te możliwość a jednak! skoro nie można drzwiami, to oknem wlazłam. i co z tego że za dużo lat i za dużo kilogramów? tyłek nie pomoże. zresztą nigdy jakoś nie stawiałam na tę część ciała. znacznie bardziej intensywnie postanowiłam używać innej części i wszem oraz wobec oświadczam, żem szczęśliwa. nie mam prawa nikomu dawać żadnych dobrych rad ciotuchny anuliny ale jeśli czegoś chcecie to kopnijcie życie porządnie w dupę, nawet jeśli to ono próbuje kopnąć was. i idźcie po marzenia jak po swoją zasłużoną własność!

 

edited_anulina_mba1

09:52, anulina
Link Komentarze (7) »
wtorek, 16 stycznia 2018
kur#acjuszka

Szanowni państwo ogłaszam wszem i wobec że jadę do sanatorium. Tak. Na turnus. Tak. Schorowana jestem. Moje gnaty wymagające rehabilitacji naczekały się ładne kilkadziesiąt miesięcy. Po drodze z braku miejsc moje skierowanie cofnięto (a ja prawie spakowana byłam!) I kiedy już rozpakowałam walizkę i o temacie zapomniałam wszak znowu wylądowałam pewnie na czterdzieści tysięcy dziewięćset osiemdziesiątym piątym miejscu, przyszła poczta do skrzynki że wtedy a wtedy, tam i siam (Bieszczady!!!!) mam się stawić celem odbycia turnusu rehabilitacyjnego. Natychmiast przeszperałam internety celem zdobycia opinii o wskazanym kurorcie. Od achów i ochów po co za gówno. Za wiele się nie dowiedziałam. Przy okazji natrafiłam na wiele interesujących wpisów dotyczących sanatoryjnego życia. Na przykład pewien mężczyzna wystosował Apel do wszystkich mężów: mężowie! W życiu nie puszczajcie do sanatorium swoich żon!!! To miejsce rozpusty, w którym rezydują wyłącznie kurwacjuszki! no więc po pierwsze primo to tak się cieszę, że nie mam męża - na taki apel byłabym pewnie przykuta w chacie  do grzejnika profilaktycznie, aby sanatorium mi ze łba wywietrzało, a po drugie secundo to jako sanatoryjna recydywistka muszę powiedzieć że ile tam kurwacjuszek tyle kurwacjuszy. Naoglądałam się też filmików na youtubach z rzeczonego domu sanatoryjnego. Że drzwi skrzypią, że wczesny gierek, że śniadania niedobre a obiady to już w ogóle, że pani dyrektor straszna suka a pani psycholog najbardziej odporną psychicznie osobę przyprawi przynajmniej o nerwicę natręctw. I po tej całej lekturze aż nie mogę się doczekać! To są wypisz wymaluj moje klimaty. Po prostu muszę tam być i to wszystko zobaczyć :D I zamiast biegówek w Szklarskiej które miałam już zorganizowane na zimowe ferie bez żalu zmienię kierunek i udam się w Bieszczady. A hoj kurwacjusze i kurwacjuszki! Niedługo dołączę do waszej rozpustnej bandy!

23:05, anulina
Link Komentarze (2) »
wtorek, 12 września 2017
taka sobie mamuśka

Ostrzeżenie: w poniższym tekście znajdują się obszerne fragmenty dotyczące dzieci. Jeśli natychmiast ziewasz lub mimowolnie odwracasz się na stronie webowej w innym kierunku – nie przeszkadzaj sobie

Rozłażą mi się dzieci po świecie, necie i blogach. Kiedyś na kocyku posadziłaś, poduszkami obłożyłaś, kubrak na plecy i fajka na balkonie. A teraz?  Nawet nie palę... a dzieci przepędzam z blogowiska, a poszły wy na insta insta, potłitować, vlogować i róbta tam rzeczy swoje, a nie stare, tradycyjne blogi zwiedzacie. Starsi ludzie kuśtykają po blogowisku, a młode to pędzi panie po tych jutjubach różnych, lajf lajf wrzeszczy i biegnie patrzeć jak ktoś coś tam robi strzela czy buduje. Ach... przysiądę może na ciepłym kamieniu na ganku (co by mi nerki wilka nie złapały) i zbiorę parę myśli co to sie mi ostatnio rozlazły we łbie niczym mkliki spożywcze po kuchennych szafkach i zapanować nad nimi, jak nad tym dziadostwem, niełatwo.

A dzieci ciekawskie tymi noskami wszędzie szperają a mamo napisz coś na blogu, czemu nie piszesz kiedyś pisałaś, a możesz o mnie napisać?? No nie wierzę, chcą mi tu notami sterować czy jaki grzyb? To bardziej Michalina, bo Micho wizerunek swój na trzy spusty zamknął i wara mi od niego, dlaczego podpisałaś w szkole zgodę na publikację zdjęć na stronie?!  Nawrzeszczał na mnie ostatnio. Idź to odkręć teraz! To mój wizerunek, nie możesz nim rozporządzać! Ale takie są wymogi, bąkam ino, kazali podpisać papiery, to podpisałam, pójdę przy okazji, skreślę podpis i już będzie po sprawie a tymczasem ty uważaj po prostu na foty zza niemieckiego węgła (wszak w Niemczech na austauszu przebywa obecnie). A za chwilę masz 18 lat to sam sobie będziesz podpisywał zgody, niezgody i wszystkie inne. 18 lat?? Jakim to cudem sie wydarzyło? Obłożony poduszkami siedział na kanapie, głowa latała jak u pijanego wróbla, a on mi tu teraz ma mieć 18 lat i jeszcze mi pisze, że w Niemczech tam w tym landzie gdzie przebywa alkohol od 17. roku życia jest dozwolony a mamo, słuchaj, do szkoły wygodniej mi będzie autem jeździć więc pomyśl o jakims samochodzie dla mnie niedługo... o tempora! O mores!

Niniejszym składam hołd Matce Naturze, bo lepiej tego wszystkiego urządzić nie mogła. Zamiast natychmiast pozbywać się wrzeszczących pakunków (ot, choćby podarowując je innym), ludzie taszczą je ze szpitali w swoje progi i chyba już w tych szpitalach, ludzie ci zostają podstępnie wyposażeni w czipy, które uaktywniaja się natchmiast w momencie najmniejszego zagrożenia pakunku tak, że matka pakunku wbije zęby w każdego kto pakunek spróbuje nadruszyć czy pokrzywdzić. Pakunki to prawdziwy pain in the ass, zmora nocna i wielka skarbona bez dna. A mamuśki pieją, piszczą i wycierają tyłki. Klęczę teraz przed tobą o Matko Naturo i biję czołem w sosnowe deski. nie za mocno jednak gdyż praktyczna jestem, a sosna miękka.

Moje okienko na urodzone dzieci było bardzo krótkie i nie mam pojęcia jak można urodzic dziecko w wieku lat 40... oznacza to tylko tyle, że jestem ograniczona, a Matka Natura w moim przypadku nie przyłożyła się wystarczająco i w tym swoim pędzie obdarzania istot człowieczych niepohamowanym instynktem, potraktowała mnie hmmm po macoszemu? :D załóżmy, że każda matka otrzymuje po 4 tony cierpliwości, wyrozumiałości i uśmiechów dla noworodków, niemowląt i osesków, to ja dostałam po 400kg tychże dóbr. Nie ma co narzekać, dobre i to w sumie. Ale moje zasoby w tej kwestii są wyczerpane do cna. Moje dzieci nawet wydrapały resztki i wylizały słodkie pozostałości jak talerze po deserze. Był moment, kiedy tę pustkę odczuwałam tak wyraźnie, że komunikowałam: żadnych wnuków proszę! Bo pogryzę i przepędzę gdzie raki zimują! Odbiło sie to echem szerokim, moja mama przeprowadziła ze mną rozmowę dyscyplinującą, która była monologiem i brzmiała mniej więcej tak: czyś ty do końca poszalała?? Zdurniałaś już na dobre?? Sama masz dzieci, a im takie dyrdymały opowiadasz?? Zamknij się po prostu jak nachodzi cię ochota, żeby te swoje idiotyzmy głosić! Więc grzecznie się zamknęłam, bo matki trzeba słuchać. W tematach zasadniczych znaczy, poboczne są nieistotne i drobne nieposłuszeństwa są dopuszczone i odpuszczone ;)

Michalina: (po wycieczce po starym blogowisku) a mama, czemu nie ma zdjęć na tych twoich starych blogach? Tam były moje zdjęcia jak się urodziłam w 2004...

Ja: aaaa było coś (zawsze tak kwituję temat dat urodzin bo dni mi się mylą które 29 a które 27, a może 26??)

Michalina: ale czemu nie ma zdjęć?

Ja: wchłanianie megabajtów tudzież innych bajtów jest ograniczone więc odchłań eliminuje stare bajty bo nowych przybywa w tempie zastraszającym. Kiedyś zawalało się neta zdjęciami dzieci, a teraz doszły zdjęcia śniadań, obiadów i kolacji, lanczy, branczy i sranczy

Michalina: mama...

Ja: no?

Michalina: (nieśmiało) a mogłabyś na swoim blogu umieścić moje zdjęcie?

Ja: co??

Michalina: no wiesz, tam nie ma tych starych zdjęć...

Ja: no chyba nie zrobicie mi teraz listy zdjęć do umieszczania na blogu?? Żadne naciski mi nie straszne! rzuciłam hardo, żeby pokazać że to mój blog i wara im od tego co tu piszę czy nie piszę i w ogóle jak to mówią

i w związku z powyższym, ukazuję poniższe gdyż kot moich rodziców nie lobbował i ma gdzieś tego bloga :D

 

 

21:42, anulina
Link Komentarze (9) »
piątek, 01 września 2017
MBA w USA

siedzę sobie na kanapie i podczytuję to i tamto

facet mojego życia (z kuchni): anulina, pisz bo tęsknimy

ja: (myślę) ki czort...

facet mojego życia: no anulina, pisz

ja: (głośno): ki czort?

facet mojego życia: no, mama, weź coś napisz na tym blogu w końcu może, co?

piszę zatem. aż nie wierzę, że piszę ale piszę. otóż. powiadam wam, że to co chciałam to mam, zrobiłam, wychapałam swoje akronimy ;) najpierw MBA. miał być do czterdziestki. lekko się obsunął ale jest. dwa lata czytania, pisania, zajęć, egzaminów, chaty nieogarniętej, dzieciaków po kątach bo 'mama się uczy, mama pisze, cicho, nie trzaskaj, nie gadaj, nie oddychaj', moja mama biadoląca. dziecko, latasz jak opętana, do pracy a potem piątek sobota niedziela na te te ejbiemy latasz, posiedziałabyś, po co ci to wszystko, pracę masz to pracuj, studia masz to wystarczy. a potem jeszcze kolejny akronim, który też musiał być bo tak sobie powiedziałam, będzie USA. no nie jeszcze cię tam nie było, terroryści, samoloty spadające. aligatory?? potrzebne ci te aligatory, słyszałam że japończyka lew zjadł ostatnio a ty się do aligatorów pchasz. łe tam aligatory były najedzone bom cała i zdrowa

18:01, anulina
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 08 grudnia 2014
czas goni nas

dżizas... że ktoś jeszcze tutaj włazi ;) dziś zrobiłam sobie podróż sentymentalną po czeluściach neta i nie wierzę. po prostu nie wierzę w czas. to jest niemożliwe. te wszystkie lata, miesiące, dni i godziny przełażące w przeszlość. czasem tak odległą, że aż niemożliwą...

gówniany fejsbuczek pełen słitfoci i lansów z wakacji, 'a dzis na śniadanie miałam mocarelę z rukolą' ach czterdzieści polubień i piętnaście komentarzy. a zdjęcia kindrów to już plaga... albo te pejzaże złotomyślne, refleksyjne, o dupę rozbić

chyba jestem już pokolenie na złom. pójść za rogiem na skup i niech zważą i zakwalifikują i położą na jakiej kupie. nie nadaje sie juz, selfi nie robi. zepsuła się. nie chodzi. wszystko idzie do przodu, a ona już stoi w miejscu jak ten kołek. na instagram by wlazła! filmik na jutjuba wrzuciła, subuj subuj mnie! krzyknęła. a ona o 5.50 wstaje, ogarnia potomstwo, pracuje grzecznie, do domu wraca, obiad zrobi, wina zagrzeje, w wannie posiedzi, książke poczyta i zasypia. o tempora o mores. co to sie porobiło. mamo, a niedługo będziesz kupować krem 40+? ło matko, to chyba jakaś pomyłka, chichot losu, drwina czasu albo po prostu durny żart? mam 16 lat i czuje sie jak w poobdzieranych dżinsach chociaż obcas mi stuka, spódniczka majta 2 cm za kolano biznesowo. bosz... ja przecież nie zamierzałam nigdy sie tak ubierać? 'nigdy' zawsze nadchodzi szybciej niz nam sie wydaje, a 'zawsze' znika jak kamfora. amen

20:53, anulina
Link Komentarze (17) »
piątek, 01 sierpnia 2014
na turnusie w zusie
Wychodziłam turnus. Wydreptałam. Opowiadałam o dolegliwościach. Narzekałam. Oglądałam poważne miny lekarzy orzeczników. Odpowiadałam na pytania. Chodziłam na boso po syfiastej podłodze. Napisałam kilkanaście urzędowych pism oraz odebrałam kilkanaście takowych. Z czerwonymi pieczątkami. Ze zdaniami w stronie biernej. Zostaje pani skierowana na ambulatoryjny turnus rehabilitacyjny w ramach prewencji rentowej. słowo 'renta' nie jest w mojej bajce. Ja mam 16 lat, jestem młoda i piękna. Jaka renta qrwa?? A jednak. Niemożliwe jest możliwe.  Stara dupa jestem. Zus zdziera ze mnie grubą kasę. Nie troszczy się o moj dobrostan fizyczny. Nie mam złudzeń. Troszczy się wyłącznie o fajną sumkę, którą zgarnia co miesiąc. Tak jak pan tusk. Polityka prorodzinna. Czy ktokolwiek w to wierzy?? Jako samotna matka wydaję 800 zł na leki dla Micha. I co? I kompletnie nic! O przepraszam. Becikowe dają! Kocham ten kraj. Wracając do meritum: mam turnus z zusu i kompleksową rehabilitację. Bity miesiąc na L4. Niewiarygodne. Ale prawdziwe. No to scenka z turnusu
jest nas 16 osób. Reszta ok 10 lat starsza ode mnie. Oprócz rehabilitacji narządów ruchu mamy dietetyka i psychologa. Zus przyjął teorię holistyczną. Na pierwszych zajęciach z panią psycholog. Lat może 25. Była tak zestresowana jak moj obecny szef podczas rozmowy ze mna (dlatego zmieniam prace :P 

Pani psycholog: czy panstwo sie znacie

my: (cisza)

Ja: nie

pani psycholg: to ja moze zaproponuje zabawe...

my: (cisza)

Pani psycholog: dobrze... to poprosze zeby kazdy z panstwa powiedzial swoje imie... a potem owoc, ktory zaczyna sie na te sama litere co imie... taki owoc, ktory panstwo byscie chcieli... na przyklad... wziac ze soba na biwak...

i ludzie mowia. Ania awokado, mirek masło (!) Marek melon i takie pierdy. Dochodzi do jana

jan: jan.... (cisza)

Ja: (bardzo niesmialo) jan... jabłko

jan: (spoglada na mnie i powtarza jak błędna krowa) jan... jabłko

psycholog: (z przyklejonym uśmiechem) bardzo dobrze panie janie!

Jan: (spogląda na mnie z nutą pogardy i mowi cicho) jan... jabłko... na biwak... chyba kurwa w płynie...


21:30, anulina
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 31 marca 2014
przyjdzie wiosna baronowo

witajcie ci, ktorzy jeszcze tutaj w ogóle zaglądacie :) na jaka cholere tutaj klikacie skoro nic tu nie ma? ;) niektorzy mieli pewnie nadzieje ze umarlam, zginelam, upadlam i juz nie wstanę.  musze ich bardzo mocno rozczarowac. nie umarlam. nie zginelam. ale mam tez dla tychże dobrą informacje. upadlam. na jakis czas. nie bylo mnie na powierzchni ziemi chociaz pozornie wykonywalam wszystkie czynnosci. jak automacik. i byla noc. przyzwyczailam sie nawet. zaszylam sie w nocy. ukrylam. wlazłam pod koc i udawałam, że mnie nie ma. i jak siedzialam pod tym kocem to tak sobie myślałam, że może ktoś przylezie i mnie wyciagnie. i powie, żebym w końcu wyszła bo na zewnątrz cały czas jest swiat. ale nikt nie przyszedł. i wtedy w jakis cudowny sposob przyszedl mi do tego mojego porytego łba pewien pomysł: wyleze sama. po prostu wezme byka za rogi i wyjde. wyszlam. jestem. próbuje dokończyć  temat odsrubowanej kończyny 

23:47, anulina
Link Komentarze (31) »
czwartek, 02 maja 2013
pobiegłam
no prawie pobiegłam

ja: (nieporadnie zakładam spodnie do biegania. w kolanie jeszcze ciężko noge zginac)

Micho: mamo, co robisz?

ja: ubieram się

Micho: w ciuchy do biegania?

ja: przecież widzisz

Micho: idziesz biegać??

ja: tak

Micho: z kulami?? mamo, zwariowałaś?

ja: może

Micho: mamo, z kulami sie nie biega!

ja: serio?

w koncu musze go uspokoić, że to tylko ćwiczebnie bo sie chłopina zestresował. oto moje postępy



ba! nawet tak potrafie:



nic to! potrafie stać nawet wtedy kiedy kul nie ma w pobliżu :D



to ja mówiłam. mistrzyni profesjonalnego retuszu ;)

a pobiegam za jakieś sześć tygodni

i musze sie jeszcze z wami podzielic baaardzo dobrą nowiną! niedługo spełni sie moje marzenie! czekałam na to wiele lat... pokaże wam tutaj jak tylko zacznie sie marzenie dziać ;)


Tagi: bieganie
19:10, anulina
Link Komentarze (29) »
środa, 17 kwietnia 2013
gwóźdź śródszpikowy ryglowany
odryglowany!

po około roku błąkania się od poradni ortopedycznej do szpitala, potem do rodzinnego po kolejne skierowanie bo wszędzie skierowanie zabierają i trzeba o nowe żebrać (to już ósme skierowanie pani bierze - moja lekarka rodzinna) wreszcie sukces :)

musiałam wrócić do korzeni czyli szpitala powiatowego w biskupcu... w poznaniu jedynie w szpitalu na 28 czerwca mogli to zrobić ale zapisy od polowy kwietnia a operacja nie wiadomo kiedy :D w pozostałych szpitalach ze wzgledu na użyte instrumentarium odmawiali. oczywiście to był tylko pretekst, nikomu nie chciało sie grzebać w mojej nodze w poszukiwaniu ukrytego żelastwa

a to najlepszy szpital w naszym kraju, prawie leśna góra :)



mój wrodzony hura optymizm utrzymywał mnie w błogim przekonaniu że wyjęcie żelastwa to bułka z masłem i że po dwóch tygodniach na pewno wracam do normalnego zycia, pracy no i ogrodu bo sezon sie zaczyna. lubie być samodzielna wiec w ostateczności planowałam nawet pozyczyć auto z automatem i wrócić samodzielnie do domu po operacji... jesu jak dobrze, że dobry człowiek mnie tam zawiózł i przywiózł bo za jasną cholerę nie byłabym w stanie zrealizowac tego durnego planu

zapowiedziałam szumnie w pracy, że dwa trzy dni i będę normalnie chodzić - przecież wszystkie kości są całe. moja mama była bardzo sceptyczna. i prawie ją przekonałam do swoich urojeń ;) przynajmniej tak mi się wydawało. aby jej nie denerwować nie wspomniałam, że jest pewna mała komplikacja. a właściwie dwie niewielkie komplikacje. primo śrubunek za długo tkwi we mnie (mógł sie mocno okościć ;) secundo kości zalały łebki śrub ryglujących i trzeba będzię trochę poryć w kościach by je wykręcić :/

dotarłam do szpitala w świetnym nastroju. tenże nastrój nie opuszczał mnie aż do momentu kiedy miła pani anestezjolog podała mi lekki środek nasenny i odleciałam w kosmos podczas gdy lekarze zajeli sie krojeniem mojej nogi. tym razem poprosiłam o coś na sen, bo pamiętam że podczas operacji montażowej gwoździa byłam w pełni świadoma i dyskutowałam z panami chirurgami, denerwowałam sie jak nie mogli tam czegos zaryglowac i próbowałam nawet odsuwać zieloną zasłonę aby chociaż rzucic okiem na krwawą jatkę której to ja byłam głównym przedmiotem

obudziałam się. i myslałam ze od razu wściekne się z bólu! przecież nie tak miało to wszystko wyglądać... przełozyli mnie na łózko a ja ryczałam dosłownie. co mnie tak boli? zapytałam w końcu i usłyszałam że przeciez miałam operację. jaka operację?! to było tylko wykręcenie śrubek i wyjęcie gwózdka...

tak. 6 tygodni zwolnienia. ketonal na noc bo noga wariuje wieczorami :/ będę mogła zacząć obciążać nogę dopiero za tydzień. 30 zastrzyków musze sobie zrobić. chodzenie o kulach. dziękuję Panu Bogu że mam syna dwunastolatka! jutro pierwsza próba wejścia na górę. Micho pomoże mi wejść do wanny i z niej wyjść. już wszystko przygotował. drugi komplet kul na górze, krzesło przy wannie...

poniżej moje śrubki ryglujące, już na zewnątrz. gwoździa nie udało mi się zdobyć ;)



tymczasem ludziska. wracam do lizania ran

P.S. dziwne, bo demontaż trwał tyle, co montaż tj 2 godziny i 40 minut



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 57
| < Wrzesień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
O autorze

link niesponsorowany

niedziela, godz 20 czasem tam gadam




web tracker



Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl





Feedjit Live Blog Stats