RSS
wtorek, 22 listopada 2011
67 lat. i wieczny odpoczynek

emerytura była dla mnie długo jak ufo. gadają, ale sama przecież jej nie zobaczę. jestem młoda piękna i emerytura mnie nie dotyczy. pisma z zusu wpinałam do segregatora bez uprzedniego czytania, bo i po co? emerytura jest dla starych ludzi. ja nie mam z nią nic wspólnego. zus jest dziurawym wiadrem, żrą wszyscy tylko nie emeryci. historie o babciach i dziadkach, którzy mają po 800 zł i muszą wybierać: pożywienie bądź leki - krążą sobie, ale ja przecież jestem młoda, będę jeszcze długo pracować a emerytura nawet nie majaczy na horyzoncie

tak sobie żyłam w błogostanie pozaemeryturowym. w psychicznym dobrostanie. aż tu nagle pan premier wygłosił expose

owo expose zbiegło się chyba z początkiem mojego kryzysu wieku średniego. tenże kryzys, podobnie jak emerytura, dotyczył wielu osób które znam. ale nie mnie

w radiu gadali cały dzień, expose itepe a ja uparcie lily allen maria awaria i stare dobre ONA. w pewnym momencie poczułam dziwny niepokój. emerytura, podatki... czyżby chodziło też o mnie? jeszcze próbowałam ignorować medialną wrzawę, ale wieczorem włączyłam wiadomości i zapoznałam się ze szczegółami. i dół. nora. dolina. wygrzebałam z segregatora ostatnie pismo z zusu. kurwa ile dostane? ja pierdole, czy to są jakieś żarty?!

nie, to nie są żarty. jeśli dam radę dociągnąć aktywnie zawodowo do 67 roku życia, jeśli mój mózg się wcześniej nie zlasuje, jeśli nie umrę na zawał, raka czy udar - przejdę na emeryturę. to już poczytam sobie za sukces. niestety, bardzo pozorny. wpierdalanie bułek z margaryną nie brzmi zachęcająco. jeśli będę statystyczna tj dożyję 80 lat (szczerze wątpię!) to czeka mnie 13 lat klepania biedy po chudej dupie

nie, ja nie mam skłonności do czarnowidzenia czy pesymizmu. a serio deprecha mi się włączyła. wstaję po 6, jestem w domu po 17. i tak od momentu kiedy skończyłam studia. i co? ano gówno

ale trzeba ratować nasz kraj! przed kryzysem! zaciskać pasa! żeby nie zbankrutować! banki rządy i giełdy nie mogą zbankrutować! my wszyscy musimy im pomóc. kochasz swój kraj? pomóż mu! sam zakończ swoje życie w najbardziej odpowiednim dla kraju momencie! słyszałam, że rząd drukuje już specjalne broszury dla przyszłych samobójców. z dobrze poinformowanego źródła wiem, że samobójstwo zalecane jest już po 60 roku życia (zwolnij miejsce pracy dla młodszych!). w broszurze znajdziemy również listę najbardziej skutecznych sposobów popełniania samobójstw. lista jest ponoć zerżnięta słowo w słowo z amerykańskich stron-poradników dla samobójców, ale w świetle konieczności cięcia kosztów jest to jak najbardziej zrozumiałe.
rząd oczywiście dba o swoich obywateli i planuje zatrudnić kilkuset psychoterapeutów, którzy będą pomagać podejmować decyzje o samobójstwie. jest nawet projekt 'spychania ze skały'. autorzy pozazdrościli mieszkańcom tybetu, którzy swoich stareńkich bliskich prowadzą na odludne skaliste miejsce i tam albo obserwują jak dziadyczka sam pomaga krajowi, albo mu serdecznie pomagają krajowi pomóc

niedlugo broszura trafi do wszystkich zakładów pracy i moje ulubione panie haerki będą obowiązkowo wręczały je każdemu nowemu pracownikowi jednocześnie informując o najskuteczniejszym sposobie popełnienia samobójstwa i wieku w jakim jest ono zalecane i wręcz wskazane








21:32, anulina
Link Komentarze (10) »
wtorek, 11 października 2011
jak złowić męża?

mój osobisty terapeuta, który spadł mi prosto z googla w najbardziej odpowiednim momencie, podrzucił mi kilka pozycji. spokojnie. książkowych. część z nich już czytałam, ale niektóre wydały się co najmniej intrygujące. na przykład 'dlaczego mężczyźni poślubiają zołzy' autorstwa niejakiej Sherry Argov. po przeczytaniu kilku stron miałam ochotę po prostu wypierdolić książkę na makulaturę. okazało sie jednak, że należy obrać zupełnie inne nastawienie, a wtedy lektura okaże się nie tylko zjadliwa ale wręcz zabawna

dla wyjaśnienia. słowo zołza wg  definicji Argov to 'kobieta silna, która ma własną tożsamość i jest zadowolona z tego kim jest'. angielski tytuł brzmi: why men marry bitches

wg definicji Argov, I am the bitch


ww poradnik ma na celu przybliżyć potencjalnym żonom mechanizmy sterujące samcami przy wyborze żony. to, że każda kobieta marzy o tym, aby mieć męża jest zrozumiałe samo przez się. kobieta bez mężczyzny jest niepełna, niekompletna. po prostu wybrakowana

pani Argov najpierw uświadomi nam, kobietkom, że poszukiwanie męża to obszerny i skomplikowany projekt. powinnyśmy się do tego dobrze przygotować. my, naiwne samotne kobiety, chodzimy do łóżka z tabunami mężczyzn i liczymy, że któryś z nich w końcu zakupi drogocenny pierścionek, zaprosi do eleganckiej restauracji i tam buchnie na kolana szepcząc miłosne wyznania

niestety, nie tędy droga moje panie! łatwa kobieta nigdy nie zostanie żoną! zostanie tylko kochanką! musimy być niedostępne, tajemnicze, zwiewne i interesujące. nawet jeśli facet nam się cholernie podoba, lecą tabuny iskier, nie uprawiałyśmy seksu od roku - należy trzymać fason! jeśli facet zadzwoni następnego dnia - nie odbieraj kobieto telefonu za pierwszym razem! nawet jeśli cholernie przebierasz nogami, on musi zadzwonić raz jeszcze. musi czuć, że cie zdobywa, a ty jesteś... no jeśli nie od razu mount everestem to przynajmniej łysicą...

podczas kolejnych spotkań musisz bezwzględnie udawać średnio zainteresowaną, ot lekutko zblazowaną. jeśli obejrzysz się odruchowo za bobaskiem w wózeczku - natychmiast przepadasz z kretesem! on ewakuuje się szybciej niż ty porządnie wyobrazisz sobie dziecięcy pokoik, który urządzałabyś razem z nim...

pani Argov formułuje złote myśli, zasady i mity. taka biblia dla kobiet poszukujących mężów. dziewczyno, musisz być sprytna! musisz podstępnie uśpić czujność potencjalnego męża. musisz sprawić 'by sie za tobą uganiał aż... ty go w końcu złapiesz'.

porad jest tyle, że trudno je spamiętać. nie mówiąc już o wprowadzeniu wszystkiego w czyn. (z tej przyczyny raczej męża nie złowię :) na każdym kroku należy uważać na słowa! wszystkie wiemy, że w desperacji często wykrzykujemy potencjalnym kandydatom: chyba najwyższy czas sie ustatkować! jak ty to sobie wyobrażasz?! mój zegar tyka!
otóż drogie panie, podobne teksty należy bezwzględnie omijać - po takiej 'chwili prawdy' naszemu kandydatowi włączy się program: natychmiastowa ewakuacja

cały projekt 'szukam męża' wg Argov polega mniej więcej na tym, żeby gonić uciekającego faceta w ten sposób, aby on był przekonany, że goni ciebie. zastanawiam sie tylko, co się robi jak się już go złapie (zostanie niby złapaną)? czy potem opowiada się biednej ofierze już zaobrączkowanej, w sidłach, o tej całej szopce?

mimo wszystko książke polecam. zwłaszcza tym babkom, które desperacko mężów nie szukają ;)


21:59, anulina
Link Komentarze (14) »
środa, 24 sierpnia 2011
porno dla dzieci w gównianym cyfrowym polsacie

słuchajcie, zaliczyłam wczoraj mega bulwersa i idę na wojnę z cyfrowym polsatem. nie popuszczę dziadom. a było tak

miałam jakiś tam pakiet familijny plus hbo. tego ostatniego w ogóle nie oglądałam. filmy wypożyczalam sobie w VOD, jak miałam ochotę. po 3 latach płacenia dodatkowo za hbo zadzwoniłam i powiedzialam, że zostawiam pakiet familijny, a z hbo rezygnuję. miła pani zaproponowała dodatkowo zamianę dekodera na hd. nie wyznaje się w tych akronimach, ale dekoder jest 'nowej generacji' i za zeta dają. proszę, niech dadzą. dodatkowo pani zaproponowala dwa pakiety za zero złotych na dwa miesiące. podziękowałam. pani na to, że propozycja jest nie do odrzucenia, chcę dekoder za zeta to muszę te pakiety wziąć. no dobra, jakiś sport hd i coś jeszcze. dekoder przyszedł, podłączyłam i gra

wczoraj wieczorem, godzina 20, kindry przyszły z dworu i bajkę włączyły. ja byłam w kuchni, radio grało. gotuję coś, słucham radia ale z pokoju dochodzą do mnie jakieś dziwne jęki... wchodzę, patrzę i oczom nie wierzę!! moje dzieci patrzą na HARD PORNO!! nie przesadzam!! w telewizji, po godz 20 leci film pornograficzny! skoczyłam jak oparzona, łapy mi sie trzęsły, nie mogłam tego gówna wyłączyć, z nerwów zaczęłam wrzeszczeć na dzieciaki, żeby nie patrzyły na ekran, w końcu wyłączyłam telewizor i złapałam za telefon na infolinię cyfrowego gówna polsatu. dzieciaki ryczą wystraszone, nie wiem czy bardziej pornolem czy moją reakcją, ale przez moment po prostu miałam ochotę wypierdolić telewizor przez okno

infolinia tylko poczworzyła mój wkurw. jeśli masz problem techniczny, wciśnij jeden, jeśli swędzi cie dupa wciśnij dwa, jeśli twój kot zeszczał się na dywan wciśnij trzy. w końcu głos miłego pana 'w czym mogę pomóc'? wywrzeszczałam mu w słuchawkę że moje dzieci skacząc po kanałach włączyły ostre porno, ja nie zamawiałam żadnego kanału porno!

pan: zaraz sprawdzę... faktycznie, w pakiecie nie ma pani kanałów erotycznych

ja: prosze pana, jakby moje dzieci oglądały erotyczne całowanie po cycuszkach to jeszcze bym im to jakoś wyjaśniła. to było HARD PORNO. powtarzam, HARD PORNO

pan: chwileczkę... a.... pani ma nowy dekoder

ja: i co z tego? chcę tylko kanały, które zamawiałam

pan: droga pani (tak powiedział! myślałam, ze go kopne w dupę drogą cyfrową) przy uruchomieniu nowego dekodera włączają sie wszystkie kanały

ja: z jakiej racji? mam w domu dzieci i zamawiam pakiety bez porno!

pan: aby sprawdzić poprawność działania dekodera, na pewien czas uruchamiamy wszystkie kanały

ja: a ktoś mnie o tym poinformował?

pan: to jest konieczne, aby sprawdzić czy pani dekoder działa poprawnie

ja: wolę, żeby nie działał poprawnie niż prezentował porno dzieciom!

pan: (na pocieszenie chyba) niedługo kanały te zostaną wyłączone

kończę rozmowę, bo ten pan jest kompletnie niewinny i nie zamierzam kurwować mu dłużej do ucha

co sie okazalo. moje dzieciaki szukały bajek. trafiły na jakis kanał VOD. te debile z cyfrowego polsatu na planszach VOD piszą: aby obejrzeć kanał wpisz pin fabryczny 0000. moje dzieciaki wpisały. pomyślały, ze tam będzie jakaś super bajka. postąpiły zgodnie z tym, co było napisane. i zostały narażone na hard porno

napisałam maila do urzedu ochrony konsumentów gdzie mam z tym iść. żądam od cyfrowego polsatu, aby w treści zawieranych umów był zapis, że podczas pierwszego uruchomienia pojawiają sie ogólnodostępne, niezabezpieczone treści pornograficzne i każde dziecko, które umie czytać może sobie pornola obejrzeć. ja wszystko rozumiem i niejednego pornola widziałam. ale ja jestem dorosła. i mogę sobie oglądać co tylko chcę. napisalam skargę do debilnego cyfrowego polsatu i jak mnie na drzewo poślą to do sądu pójdę. i zażądam odszkodowania. grubej kasy na jakąś fundację wspierającą abused children

gówniany cyfrowy polsacie, albo zrobisz zapis o treściach pornograficznych w umowach albo szara myszka z podpoznańskiej wsi świerczewo podrapie ci ryja pazurami

19:52, anulina
Link Komentarze (30) »
czwartek, 04 sierpnia 2011
dyr wali na ty
dziś musze zapytac was o porade. otóż jest w firmie pewien dyr, bardzo ważny, który wali mi na ty chociaż na ty nie przechodziliśmy. dyr jest jakieś 15 lat starszy ode mnie, ale ja też już stara dupa jestem. 

dyr tenże robi to bardzo sprytnie. wali mi na ty (wszystkim zresztą, chociaż oni do niego na pan) ale tylko przy ludziach! jak do niego z czymś ide to zawsze jest 'pani aniu'. i nie daje mi dziad okazji do tekstu: panie przemku, nie przechodziliśmy na ty więc proszę się do mnie tak nie zwracać

przy ludziach mu tego nie walnę, bo jestem kulturalna i wiem, że wtedy uwziąłby się na mnie i robił z każdego gówna problem 

nie należę też do osobników, którzy mylą chamstwo z asertywnością. chcę mu TO powiedzieć na osobności, jak tylko mnie tyknie. ale on uparcie wtedy swoje 'pani aniu'

szlag mnie trafia jak przy ludziach gada mi na ty! zaznaczam, że nie chcę z nim być na ty. chcę tylko, aby traktował mnie jak dorosłego człowieka

będąc raz u niego, kiedy uparcie mi paniował, powiedziałam że nie życzę sobie formy ty. a ten dziad: ależ pani aniu! o czym pani mówi?!

a potem przy ludziach znowu na ty walił... z uśmieszkiem, który oczywiście tylko ja dostrzegłam

jak tylko widzę dziada to mam ochotę na zabijanie! nie mam jednak licencji, a na pójście do pierdla pozwolić sobie nie mogę. dzieci, kredyty itp :)

już głupieję, bo nie wiem jak ten temat załatwić bez większej chryji

ostatnio sam przydreptał do mnie z jakąś umową, którą podpisał. w pokoju kilka osób, a on: tutaj masz podpisaną umowę. kiedy wychodził na końcu języka miałam: a kawy kurwa nie przyniosłeś?

oczywiście się opanowałam. wszak w pracy jestem zawsze uczesana i grzeczna. 

i co tu z dziadem zrobić?








18:55, anulina
Link Komentarze (16) »
niedziela, 31 lipca 2011
strumień świadomości
dżojsowski stream of consciousness

łaże dziś po domu ot tak sobie bez sensu łaże, a moje dziecko (lat 6,5) siedzi na fejsie i gra w miskrity. w tle leci jakaś muza. wieszam pranie i słysze jak młoda nuci wraz z utubem

seksualna niebezpieczna
taka jestem lubie być niegrzeczna
seksulanie doskonała
nie dostaniesz nigdy mego ciała

wgina mnie, wchodze do pokoju a ona nuci 'tytytytytryty lubie być niegrzeczna'

ja: co to jest?

córka: to jest po rusku mamo, ale wpisałam 'polskie tłumaczenie seksualnie nebezpieczna'

ja: (osz kurwa)

córka: mamo, szok co?

ja: jaki szok, córciu?

córka: TECHMICZNY!

ja na to, że musimy zatańczyć, bo to jest disko i to sie tańczy. i tańczymy. ja prowadze. córka nabija sie, że nie znałam tego kawałka

córka: mamo, to chodzi w necie

dżizas... to ja zawsze wiedziałam co chodzi w necie... ale dobra. dawno wypadłam z obiegu. ale w obieg wróciłam w weekend! na moment co prawda, ale zawsze. nie wiem czy ktokolwiek tutaj kojarzy music pub w mieścinie koszalin? otóż to były klimaty mojej młodości durnej. rzeczony music pub już jest zaorany, a ja w sobote trafiłam w podobne miejsce w małej wielkopolskiej mieścinie! dżiiii tam sie działo! normalnie z imprezy moje potrzydziestkowe mocno dupsko odpada po 1 nad ranem. a tam 4.00 a ja nic!

czego i wam życze po 36. urodzinach! ;)



21:46, anulina
Link Komentarze (9) »
sobota, 23 lipca 2011
wiejskie ploty

mieszkam w dużym mieście, ale moje osiedle to mikroklimat. wieś. wieś uwielbiam, bo wychowałam się w maleńkiej wiosce i do dziś wspominam z łezką w oku

scenka z mojej obecnej 'wsi'

na osiedlu jest tzw centrum handlowe. nie ma to nic wspólnego z 'galerią'. nazywa się potocznie 'centrum świerczewskie'. mały pasaż, kilka sklepików, apteka, poczta

wchodzę do jednego ze sklepów

pani otyła: o witam panią! sto lat pani nie było!

ja: dokładnie rok

pani otyła: a męża nie widzę...

ja: (wyciągam z koszyka bułki i masło)

pani chuda: (z zaplecza wygląda) aaa to pani! dzień dobry!

ja: dzień dobry

pani chuda: syna już widziałam kilka razy! urósł chłopak! a córka jaka wygadana pani!

ja: ano wygadana

pani otyła do chudej: (z niby-troską) Halinka, ale męża pani nie widziałyśmy już bardzo dawno, nie? (i spoglada na mnie badawczo...)

ja: i nie zobaczą panie

pani otyła: jak to? co sie stało? umarł? (i po chwili, tonem spryciuli) czy rozwód?

ja: (mam gdzieś co sobie myślą, pakuję w parcianą siatę jabłka i ser)

pani chuda: Jezu, kobiete z dziećmi zostawić! co za kawał dziada! a taki miły pani wygladał! taki spokojny! a tu proszę! pewnie za babą poleciał jaką! 

ja: (z uśmiechem żegnam się i wychodzę)

panie rozprawiają jeszcze chwilę nad moim wielkim nieszczęściem. bo chłop jak wiadomo to szczęście, a brak chłopa - wielkie nieszczęście. chłopa należy trzymać się rękami i nogami. jak będziesz niegrzeczna, to chłop cie zostawi i sama będziesz dzieci chować! a panie ekspedientki będa miały wdzięczny temat i miłą rozrywkę miedzy odważaniem sera i metkowaniem towaru


08:58, anulina
Link Komentarze (9) »
wtorek, 05 lipca 2011
rozmnożone stworzenia

gromy, gromy się znowu posypią... mój przybłąkany i przygarnięty kot Panter okazał się Panterką :/ zaczęło się od tego, że zadzwoniła do mnie babka, której tymczasowo wynajmowałam dom i po przypadkowym zoczeniu kociej kopulacji stwierdziła że są dwie możliwości: albo Panter jest gejem, albo samicą... 

podlewam kilka dni temu pelargonie, a tam pod schodami prześliczne maleństwa. rozkoszne po prostu! otrzymały już robocze imiona: 

1. jeśli będą samcami: Gosiek i Mosiek (Gosiek od ulicy, na której mieszkam, a Mosiek - bo ludzie z Mosiny tu mieszkali)

2. jeśli będą samice Gosia i Mosia

imiona są tymczasowe i oczywiście do zmiany

koty są przepiękne! jeden jest cały jasnorudziutki, a drugi (na zdjęciu nie widać jego główy, ukrył się) jasnorudziutki w białe plamy. szukają dobrych ludzi, najlepiej z Poznania lub okolic. chętnych proszę o maila anulina@gazeta.pl



miłośników zwierząt (a sama do nich należę) zapewniam, że Pantera zostanie wysterylizowana asap

zastrzegam sobie prawo do niewydania kotka


23:25, anulina
Link Komentarze (1) »
wtorek, 14 czerwca 2011
cipkowglądomat

czyli cipkomat siedmiolatki


kocham nasze polskie tabu. jest tego trochę. najbardziej bawią mnie tabu dotyczące chorób. weźmy taki świąd szczeliny odbytu. na to nieprzyjemne schorzenie cierpi 5% Polaków. oczywiście większość cierpi w ciszy i wstydzie, bo jak z czymś takim w ogóle iść do lekarza?! już lepiej mieć na przykład zawał - to nie wstyd! można wszystkim opowiadać. ale swędzący odbyt to porażka kompletna trzymana z reguły w ścisłej tajemnicy

tabu są różniste rodzaje. ot choćby nasze narządy płciowe...

Michalina siedzi na toalecie i usilnie próbuje zajrzeć sobie w cipkę. chociaż sama zostałam wychowana w konserwatywny sposób to odcinam się od wychowania dzieci w stylu: zostaw! nie zaglądaj tam! a fe! (czuję po kościach, że nie obędzie sie bez telefonu od mojej Mamy i pogadanki umoralniającej. jeśli tutaj wejdzie oczywiście ;) trudno. nie kultywuje wychowania w cipkowo-sisiakowym tabu. homo sum. i tyle

ja: co tam oglądasz?

Michalina: pusię

ja: i co?

Michalina: chcę tam popatrzeć, ale nie widzę... mamo, mogę wziąć lusterko i zobaczyć tam?

ja: proszę

Michalina: (bierze lusterko, ponownie siada na toalecie uzbrojona w cipkowglądomat własnej roboty) o teraz widzę... eeee... pusia jest nieładna... dużo mięsa jakby...

ja: czemu nieładna? bardzo ładna!

Michalina: a... o tutaj mamo, jest jakby dziurka...

ja: no, jest

Michalina: już wiem! (i triumfalnie) to musi być dziura po wyrwanym sisiaku!



21:19, anulina
Link Komentarze (17) »
poniedziałek, 30 maja 2011
jak rzucić palenie

słuchajcie, ponoć jest koleś który bardzo skutecznie odzwyczaja od palenia! ma 95% skuteczności!

poniżej historia osoby, która miała okazję się o tym przekonać. dla potrzeb bloga nazwijmy ją Teresą

siedzimy w większym towarzystwie. Teresa odpala fajkę od fajki. czyli norma

Teresa: słuchajcie, jutro idę do pana Czarymary. rzucam palenie

towarzystwo: (patrzy i nie dowierza)

Teresa: mówię wam, ten koleś ma 95% skuteczności!

towarzystwo: (skoro Teresa tak mówi, to pewnie tak jest)

ja: ale co robi ten pan?

Teresa: powiedział, że przed wizytą u niego to znaczy w dniu wizyty mam spalić dwa razy więcej fajek niż normalnie

ja: to on namawia do palenia czy odzwyczaja?

Teresa: (ignoruje mnie. wszyscy wiedzą, że się z Teresą kochamy...  i ciągnie swoją opowieść) najważniejsze jest, aby zachować peta

ja: (kurwa...)

Teresa: tego peta niesie się do pana Czarymary. on go wkłada do specjalnej maszyny i już wie, czym się zatruwasz. i może zacząć cię odtruwać

Edek z towarzystwa: ale przecież wiadomo, że tytoniem...

Teresa: (zirytowana) każdy papieros ma inne substancje!

towarzystwo: (przytakuje ze zrozumieniem. co za durne stwierdzenie tego Edka! przecież wiadomo, ze każdy papieros ma inne substancje!)

Teresa: potem następuje oczyszczanie organizmu z tytoniu. maszyna przez godzinę polem magnetycznym usuwa z organizmu cały tytoń, który się zgromadził przez kilkanaście lat palenia!

ja: łał....

ktoś z towarzystwa: ale co potem? nie chce się palić?

Teresa: właściwie to nie...

ktoś z towarzystwa: a miałaś już wcześniej to... odczulanie?

Teresa: tak, dwa razy

ktoś tam: i co? nie zadziałało?

Teresa: zadziałało super! 

ktoś inny: to czemu palisz?

Teresa: przez własną głupotę! pan Czarymary powiedział, że nie należy już palić, a ja durna zapaliłam! a jak się raz zapali to przestaje działać...

ja: uuuuu niedobrze...

Teresa: jak poszłam drugi raz to głupia za mało paliłam przed zabiegiem! pan Czarymary powiedział, że jeśli nie ma w organizmie wystarczająco dużo tytoniu to może nie zadziałać. i dlatego znowu nie zadziałało!

imię pana cudotwórcy zostało zmienione ;) koszt wizyty to 500 zł. Teresa jest dyrektorem. ma wyższe wykształcenie (tak twierdzi w każdym razie). w nielicznych wolnych chwilach czyta harlekiny. i rzuca palenie


20:39, anulina
Link Komentarze (17) »
poniedziałek, 23 maja 2011

kiedy mam wykonać idiotyczne zadanie mój umysł zawsze sprytnie ucieka i klei coś z liter. nie jestem żadną literatką, ot zwykła pani filolog lubiąca litery

nie zarabiam pisaniem na życie. nie muszę się nikomu przypodobać ani pisać po wymaganej linii. piszę co chcę i jak chcę. lata temu zaczęłam publikować swoje pisanie na różnistych literacko-poetyckich portalach i doświadczenie to było na początku dość dziwaczne. jedni od razu mnie 'załapali', a inni wiedzieli lepiej jak to czy tamto napisać. ktoś nazywał mnie nawet nędzną grafomanką, która pisanie powinna natychmiast porzucić dla psychicznego dobra czytelników. kiedyś, dawno temu nawet się tym przejmowałam! no nie od razu żebym nie spała z tego powodu, ale krytykę odbierałam bardzo osobiście. z czasem zrozumiałam, że piszę bo lubię, a jeśli się komuś nie podoba to przecież nie musi czytać. w necie jest mnóstwo 'znawców warsztatu literackiego'. ich 'porady' przedstawiane we wszechwiedzącym tonie teraz już mnie zwyczajnie śmieszą. motto pani sary, które brzmi: 'komentować łatwiej niż pisać' jest bardzo trafne

wracając do nudnego zadania. było naprawdę bezsensowne i zanim się do niego zabrałam przeczytałam wywiad z poetką Urszulą Kozioł. nota bene, zadanie nie miało nic wspólnego z poezją, ale mój umysł potrzebował chwili relaksu przed tym całym durnym zadaniem. babka mówi o poezji tak, że aż chce się jej słuchać. nie ma idealnej recepty na idealny wiersz. nie interesuje jej poezja 'udziwniona', 'zakręcona', sztuka dla sztuki. kiedy słowna gimnastyka idzie w kierunku ekstremalnej akrobatyki - poezja tylko na tym traci. przypomniałam sobie wtedy tych wszystkich wszechwiedzących krytyków i na kolanie skleciłam dla nich wierszyk

do wszechwiedzących poetyckich krytyków

mam gdzieś poetyckie
warsztaty sraty pierdziaty
krytykom się nie kłaniam
literami zasłaniam

C na plecach kładę
H rogami sroży
U jak byk stanęło
J jak jot... walnęło

Z podziabie dziobem

W nogi rozkłada
A
M nie jak miłość
I cała tyrada

a potem już mogłam spokojnie zająć się durnym zadaniem ;)



18:42, anulina
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 55
| < Styczeń 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
O autorze

link niesponsorowany

niedziela, godz 20 czasem tam gadam




web tracker



Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl





Feedjit Live Blog Stats